o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
piątek, 15 października 2010

Książka Dana Ariely "Predictably Irrational" ukazała się w 2008 roku, tuż przed kryzysem i chyba dzięki temu zyskała taki rozgłos. Ariely opisuje w niej bowiem eksperymenty z dziedziny behawioralnej ekonomii, które pokazują, dlaczego założenia tradycyjnych ekonomistów często się nie sprawdzają. Wszystko wyłożone jest w sposób ciekawy i prosty, chociaż na początku trochę mnie denerwowało, że autor niektóre rzeczy powtarza i tłumaczy "jak krowie na rowie".

Główne przesłanie książki, zawarte także w tytule, jest takie, że człowiek nie postępuje na ogół racjonalnie (chociaż zazwyczaj jest o tym przekonany), ale jego nieracjonalne zachowania układają się we wzory. Drogą eksperymetnów, można przewidzieć nasze ludzkie "przewidywalne irracjonalne" zachowania.

Drugą ważną - wg autora udowodnioną - myślą jest to, że inaczej się zachowujemy, gdy mamy do czynienia z pieniędzmi. Przyjrzenie się naszym decyzjom, zwłaszcza tym finansowym, pozwala przewidzieć skłonności i odpowiednio je ukierunkować, tak aby pomóc ludziom podejmować dobre decyzje. Dobre decyzje jednostek wpłyną na kondycje społeczeństwa.

Ostatnia część książki (w wydaniu drugim rozszerzonym) poświęcona jest analizie kryzysu. Ariely w całej ksąiżce podsuwa gotowe sposoby zastosowania jego teorii w życiu codziennym i w obszarach odpowiedzialności państwa.

Na co dzień nie czytam książek z dziedziny ekonomii. Od tej jednak ciężko było mi się oderwać - czytałam "Predictably Irrational" za takim samym entuzjazmem z jakim czytam ciekawe powieści.

22:15, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 października 2010

Literacka Nagroda Bookera powędrowała wczoraj do Howarda Jacobsona za powieść "The Finkler Question". Udało mi się przewidzieć zwycięzcę :)

Howard Jacobson jest pisarzem z Londynu o żydowskich korzeniach. W naszym kraju znany jest z wydanej po polsku wcześniejszej powieści "Wieczory kaluki". Przewodniczący jury tak chwalił "The Finkler Question": "The Finkler Question jest wspaniałą książką: zabawną, oczywiście, ale też bardzo mądrą, smutną i bardzo subtelną. Jest wszystkim, co widać na pierwszy rzut oka, ale także czymś znacznie więcej."

A oto kilka fragmentów z recenzji książki:

"(...) cała ta Żydowskość i nie-Żydowskość jest podana czytelnikowi pod rozwagę – elokwentnie, niepoważnie, poważnie, prześmiewczo, wnikliwie, głupio, genialnie" The Observer

"The Finkler Question to przerażająca i ambitna powieść, pełna niebezpiecznych płycizn i ciemnych, głębokich wód. Ma w sobie tajemniczość męskiej przyjaźni, zawziętość smutku i urok emocjonalnego pasożyta." The Guardian

"Jacobson nei daje odpowiedzi na żadne pytania, które sam stawia w The Finkler Question, ale ścieżka, którą prowadzi te kolczaste tematy pełna jest sytuacji, które są śmieszne i strasznie smutne zarazem." Times Literary Supplement

 

09:39, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 października 2010

Witold Szabłowski bardzo dobrze zna Turcję, dlatego "Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji" to świetna książka. Żeby od początku przybliżyć Turcję emocjonalnie polskiemu czytelnikowi, Szabłowski zaczyna od historii Nazima Hikmeta - najsławniejszego poety tureckiego, którego pradziadek był Polakiem. Hikmet, gdy musiał uciec z Turcji oskarżony o komunizm i zamieszkał w ZSRR, często odwiedzał Polskę. Autor rozmawiał z Polakami, którzy pamiętają jego wizyty.

W kolejnych rozdziałach Szabłowski pisze oczywiście o Atatürku, honorowych zabójstwach i o Ali Ağca, ale porusza też inne ciekawe tematy, które dla przeciętnego Polaka są nowością. Jeden rozdział jest o seksie - nigdzie wcześniej nie miałam okazji czytać o tureckim seksie. Jest też cały jeden rozdział bajbuszach - sławnych butach z Turcji.

To, że Szabłowski biegle włada tureckim i zna doskonale kulturę tego państwa, pozwala mu łatwo docierać do ciekawych ludzi i ich wypowiedzi i historie zamieścić w odpowiednim kontekście. Książkę gorąco polecam - zarówno turkofilom jak i turkofobom, każdy znajdzie w niej coś ciekawego.

 

21:51, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 października 2010

Mario Vargas Llosa zdobył w tym roku Nagrodę Nobla w dziedzinie literatura. Pisarz jest peruwiańczykiem, a jego najgłośniejsza powieść to "Miasto i psy". Jest to jedyna książka tego pisarza, jaką czytałam, ale to naprawdę świetna listeratura. To powieść o dorastaniu chłopca, w pewruwiańskiej szkole wojskowej.

 

13:08, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (1) »
niedziela, 03 października 2010

W tym roku Nagrodę Literacką Nike zdobył dramat (pierwszy raz w historii nagrody) - "Nasza klasa" Tadeusza Słobodzianka. Sztuka opowiada o losach uczniów pewnej szkoły i nawiązuje do wydarzeń w Jedwabnem. Będzie można ją zobaczyć na deskach Teatru na Woli w Warszawie (premiera już 16 października).

 

Lista finalistów Nike 2010

 

 

 

20:08, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 października 2010

Tydzień temu w londyńskiej księgarni Foyles odbył się cykl spotkań w ramach Penguin Day. Dzięki mojej przyjaciółce mogłam uczestniczyć w tym ciekawym wydarzeniu.

Pierwsze spotkanie dotyczyło działalności Penguina. Redaktorzy opowiadali o seriach wydawniczych. Bardzo ciekawie zapowiada się nowa seria Great Food, która wychodzi w kwietniu 2011. Przypomni ona książki o jedzeniu (nie tylko te z przepisami) często zapomnianych już autorów, ale będą też takie sławne nazwiska jak Mrs Beeton. Ja osobiście ostrzę zęby na Charlsa Lamba, o którym czytałam u Anne Fadiman.

Podczas tego spotkania projektantka Coralie Bickford-Smith opowiadała o okładkach, które projektuje. Są one naprawdę piękne, zobaczcie sami:

 

 

Kolejne spotkanie dotyczyło rozróżnienia na "non-fiction" i wzięli w nim udział autorzy książek historycznych, Dominic Sandbrrok i John Lanchester.

Po lunchu mogliśmy wysłuchać niesamowitej historii publikacji pierwszej powieści. Rebecca Hunt (której powieść "Mr Chartwell" ukaże się za kilka dni), jej agentka i redaktor z Viking opowiedziały, jaką drogę musiała przebyć debiutantka i jej manuskrypt, żeby stać się prawdziwą książką:

 

Mr Chartwell

 

 

Ostatnie spotkanie było koronacją całego dnia. Gośćmi byli dwaj pisarze: Colm Tóibín i David Vann. Pierwszego nie muszę chyba Wam przedstawiać, natomiast Vann jest mniej znany. To amerykański pisarz, który w wieku 19 lat zaczął pisać książkę o samobójstwie swojego ojca. Skończył ją po 10 lat, a kolejne 10 czekała na publikację. Teraz się wreszcie ukazała, "The Legend of a Suicide" i stała się bardzo popularna wśród czytelników. Vann przyznał, że inspiracją dla niego było "Housekeeping" Robinson.

Colm Tóibín opowiadał o swojej najnowszej książce - zbiorze opowiadań "The Empty Family", które pisał głównie w Stanach. Według niego literatura charakteryzuje się tym, że rzeczy się prawie w niej dzieją, wszystko odbywa się wewnątrz bohaterów. Ważny jest rytm, dlatego autor zawsze powinien przeczytać swoje zdania na głos. Tóibín jest serdeczną, sarkastyczną i pełną humoru osobą. Bez mrugnięcia okiem stwierdził, że film i muzyka się skończyły, obecnie tylko literatura się liczy. Zapytany o "The Master", odpowiedział, że wybrał postać Henry'ego Jamesa, ponieważ w jego historii nic nie było pewne i miał dużo miejsca na dramatyzację.

 

Colm Toibin

Colm Tóibín podpisuje książki

 

Brooklyn z autografem

Mój egzemplarz "Brooklyn" z autografem autora

13:29, sylwiapecyna
Link Komentarze (5) »
piątek, 01 października 2010

W ramach festiwalu Free Word 23 września odbyło się w Londynie spotkanie "Everyone's a Critic?". Uczestniczyli w nim redaktorzy sekcji literackich - Erica Wagner (The Times) i Sam Leith oraz profesor John Mullan i blogerka Dovegreyreader. Miałam okazję w tym spotkaniu uczestniczyć, a rozmowa była bardzo ciekawa. Dotyczyła roli recenzji książek w gazetach i na blogach.

Według Sama Leith jedyną różnicą pomiędzy recenzją książki w gazecie i na blogu jest format, ponieważ ani bloger ani dziennikarz nie są profesjonalistami (tzn. akademickimi badaczami literatury). Najważniejsza informacja, której czytelnicy poszukują w recenzji, to odpowiedź na pytanie "czy książka jest nudna?"

John Mullan zaobserwował wzrost zjawisk związanych z dyskutowaniem o książkach (book clubs itp.). Według niego krytycy akademiccy muszą mieć odpowiednią wiedzę i doświadczenie, by móc wyjaśnić, dlaczego dana książka jest dobra.

Erica Wagner zauważyła, że w prasie jest wiele meta-dyskusji o książkach, czyli o tym, jakie książki zbierają recenzje, co się dzieje wokół pisarza, itd. Według niej negatywne recenzje muszą być bardziej precyzyjne.

Blogerka Dovegreyreader zastrzegała się, że swoich wpisów nie nazwałaby recenzjami. Wspomniała też o książkach, po które boi się sięgnąć - jaka jest w tym rola mediów i profesjonalnych krytyków?

Ogólnie spotkanie miało bardzo optymistyczny wydźwięk. Zainteresowanie książkami na Wyspach nadal jest duże, jest wystarczająco dużo miejsca zarówno dla blogerów jak i recenzentów w gazetach i czasopismach.

 

 

PEN meeting

Od lewej siedzą Lynne Hatwell (Dovegreyreader), John Mullan, Sam Leith i Erica Wagner

 

16:12, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 września 2010

Książkę Magdy Zawadewicz "Życie codzienne w muzułmańskim Londynie" przeczytałam jeszcze przed wyjazdem. Spacerując po Londynie korzystałam z jej wskazówek. "Życie codzienne..." to porządnie przygotowany materiał z dużą ilością praktycznych informacji na temat topografii miasta i społeczeństw muzułmańskich. Książka będzie przydatna głównie dla osób mieszkających w Londynie lub odwiedzających to miasto, którzy chcą zagłębić się w jego muzułmańskie dzielnice. Poza tym w publikacji znajdziemy krótką historię imigracji do Londynu. Autorka jest bardzo uważna w rozgraniczaniu zwyczajów związanych z Islamem, a tych wywodzących się z folkloru poszczególnych państw muzułmańskich.

 

East London Mosque

East London Mosque w dzielnicy Whitechapel

 

11:58, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (3) »
środa, 15 września 2010

Niedługo wybieram się do Londynu, więc żeby wczuć się w klimat miasta sięgnęłam po "Saturday" Iana McEwana. Londyn w "Saturday" jest bowiem tym, czym Dublin w "Ulyssesie".

 

Londyn

Fitzroy Square, Londyn - zdjęcie Google Street View

 

Na tym nie kończą się podobieństwa "Saturday" do dzieła Joyce'a. Bohaterem powieści jest mężczyzna w średnim wieku. Akcja obejmuje jeden dzień z jego życia. Towarzyszymy mu od 3 nad ranem do późnej nocy, pewnej soboty w lutym 2003 roku. Ten bohater to Henry Perwone, neurochirurg, który krąży po okolicach Camden Town i załatwia różne sprawunki, tak samo jak Bloom. Śledzimy jego poczynania, ale także myśli i uczucia, które mu towarzyszą.

"Saturday", tak samo jak "Ulysses", jest mocno osadzona w realiach - Londynie zamożnej klasy średniej, sytuacji politycznej (zbliżająca się wojna w Iraku, zamachy terrorystyczne), świecie zawodowym neurochirurgów. Niestety w wykonaniu McEwana poruszane, aktualne dla czytelnika tematy brzmią momentami jak rozprawki. Natomiast, gdy McEwan zaczyna pisać o miłości, zwłaszcza miłości Perwone do jego żony, tekst staje się piękny, prawdziwy i poruszający.

Dzień z życia Blooma był dosyć typowy. Spotkanie Stephena było wydarzeniem szczególnym, ale nie nadzwyczajnym. Natomiast w "Saturday" mamy do czynienia z wydarzeniem zupełnie dramatycznym i wyjątkowym - nie chcę zdradzać, żeby nie psuć przyjemności z lekturym tym, którzy książkę zamierzają przeczytać. Chodzi o zdarzenie charakterystyczne dla fabuł McEwana (chociażby "Enduring Love"), czyli zburzenie uporządkowanego świata bochatera poprzez pojawienie się w jego życiu nowej, niezrównoważonej psychicznie osoby.

"Saturday" nie jest najlepszą książką McEwana, ale to solidna lektura.

22:04, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 września 2010

Już tylko sześć książek ma szansę na tegorocznego Bookera:

 

"Parrot and Olivier in America" Peter Carey

"Room" Emma Donoghue

"In a Strange Room" Damon Galgut

"The Finkler Question" Howard Jacobson

"The Long Song" Andrea Levy

"C" Tom McCarthy

 

(pełne nominacje tutaj)

Wcześniej obstawiałam "The Long Song", ale teraz myślę, że nagrodę może zdobyć "The Finkler Question". Okaże się 12 października.

 

12:42, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 września 2010

8 września o 15:30 w warszawskim Empik Junior (Marszałkowska) Elizabeth Gilbert spotka się z polskimi czytelnikami. Będzie promowała najnowszą książkę "I że Cię nigdy nie opuszczę" oraz oczywiście wydany kilka lat wcześniej bestseller "Jedz, módl się, kochaj".

Czytałam tę książkę dwa lata temu i przyznaję, że podeszłam do niej sceptycznie ("to nie literatura dla mnie"). Jednak pozytywnie się zaskoczyłam - wciągnęłam się i czytałam z przyjemnością. "Jedz, módl się, kochaj" wywołała we mnie pozytywne emocje i skłoniła do refleksji nad sobą, chociaż jest to tylko historia podróży pewnej nowoczesnej kobiety, która boryka się z, potocznie mówiąc, dołkiem.

Książkę miło wspominam i polecam znajomym, ale nie stałam się fanką Gilbert. Jednak, gdybym nie pracowała o 15:30, to wybrałabym się na spotkanie z autorką ze względu na prowadzącą - Kazimierę Szczukę. Jestem bardzo ciekawa, jak poprowadzi ona rozmowę z pisarką, zwłaszcza w świetle adaptacji filmowej, która zaraz wejdzie na ekrany naszych kin. Być może film nie będzie tanią komedią romantyczną, ale chyba nie uniknie stereotypowej wizji: kobieta samotna jest nieszczęśliwa, a jak spotyka mężczyznę staje się szczęśliwa.

 

 

Jedz, módl się, kochaj

 

 

12:08, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 września 2010

Oto 7 książek, które maja szansę zdobyć w tym roku Nagrodę Literacą Nike:

"Ekran kontrolny" Jacek Dehnel (poezja)

"Jasne niejasne" Julia Hartwig (poezja)

"Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu" Magda Grochowska (biografia)

"Nasza klasa" Tadeusz Słobodzianek (dramat)

"Śmierć czeskiego psa" Janusz Rudnicki (proza)

"Dni i nocePiotr Sommer (poezja)

"Nocni wędrowcy" Wojciech Jagielski (reportaż)

Na liście nie ma żadnej powieści. Czy w tym roku nie ukazała się żadna dobra polska powieść?

Finałowa siódemka Nike 2010 - poezja
11:00, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (2) »
środa, 01 września 2010

Byłam zachwycona powieścią "Żołnierze spod Salaminy", gdy ją przypadkowo odkryłam rok temu. Nowa powieść Javiera Cercasa, "Prędkość światła", która właśnie została wydana w Polsce, nie zrobiła już na mnie tak ogromnego wrażenia, ale to książka bardzo dobra i ciekawa. Jej narratorem jest także pisarz, który tworzy książkę, którą właśnie czytamy. Kolejna rzucająca się w oczy analogia, to temat wojny. Jeden z bohaterów "Prędkości światła" jest weteranem wojny w Wietnamie.

Nowa książka Cercasa jest o winie, a raczej o poczuciu winy i wyrzutach sumienia. Dwaj mężczyźni, główne postaci, Amerykanin i młodszy od niego Hiszpan, mają na sumieniu czyjeś życie. To, w jakim stopniu są winni nie ma znaczenia, chodzi o to, że oni sami czują ciężar winy i próbują sobie z nim poradzić.

"Prędkość światła" jest także o opowieściach wojennych. Pisarz zasłyszał historię pobytu przyjaciela na wojnie. Najpierw uważa, że nie zna jeszcze wszystkich szczegółów, całej prawdy, więc nie może podjąć się napisania tej książki. Potem dochodzi do wniosku, że nie trzeba wcale rozumieć opowieści, aby ją napisać. Ale czy w ogóle można pisać o wojnie, oddać jej inność i okropieństwo? Pokazać, co robi ona z ludźmi? Te rozważania naturalnie kojarzą się z klasykiem opowiadań wojennych, "How to Tell a True War Story" Tima O'Briena (pisałam już o niej tutaj: http://ajaczytam.blox.pl/2009/09/The-Vintage-Book-of-War-Stories.html). Opowieść o wojnie może być tylko i wyłącznie zmyślona, bo prawdy nie da się przekazać, nie można zrozumieć wojny nie walcząc jako żołnierz.

Ojciec, którego dwóch synów wałczyło w Wietnamie, mówi, że tamta wojna była zupełnie inna niż wcześniejsze. Ale tak naprawdę każda wojna jest taka sama - ludzie zabijają innych ludzi. "Prędkość światła" jest więc o każdej wojnie. Nasz narrator zapowiada, że pozmieniał imiona, daty, miejsca, więc inspiracją dla książki być może wcale nie był Wietnam.

Powieść, tak samo jak "Żołnierze..." kończy się przeświadczeniem, że książki powstają po to, aby umarli nadal żyli, aby żywa była pamięć o nich. Chodzi zarówno o bohaterów, jak i zwykłych, bliskich nam ludzi.

Nie wiem, dlaczego Cercas zatytułował tę powieść "Prędkość światła". Być może ma to związek z powtarzającą się teorią, że przeszłość nie jest niezmienna. Można ją zmieniać myśląc o niej i o niej opowiadając. Teraźniejszość zaś staje się przeszłością z prędkością światła, to co było teraz jest już w zasadzie wtedy.

 

21:37, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 sierpnia 2010

7 września w warszawskim kinie Atlantic miłośnicy książek Johna Irvinga będą mogli się spotkać z autorem. Irving przyjedzie do Warszawy w ramach trasy promującej nową powieść "Ostatnia noc w Twisted River".

Czytałam tylko jedną książkę Irvinga - "Until I find you" ("Zanim Cię znajdę") i nie byłam zachwycona, ale wiem, że w Polsce pisarz ma wiele fanów, a zwłaszcza fanek.

09:40, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 sierpnia 2010

"Klub Matek Swatek" Ewy Stec to idealna książka na urlop, zwłaszcza na plażę - lekka, łatwa i przyjemna. Do tego osadzona w polskich realiach, bo mamy: kobiety w średnim wieku desperacko marzące o wnukach, które nagabują swoje 30-letnie niezależne córki do wyjścia za mąż; a także CBŚ, skorumpowanych policjantów, upartych i dumnych górali, sąsiadki w podomkach... Chociaż służby wywiadowcze jeżdżące Astonem Martinem to już chyba czysta fantazja. Mamy też kobietę i mężczyznę, którzy, choć siebie nie lubią, to czują dziwne przyciąganie - wiadomo, kto się czubi ten się lubi.

 

 

Klub Matek Swatek

 

Chociaż miłość i związki damsko-męskię są bardzo istotne w książce, to jednak nie jest to romans. Książka nie posłuży raczej za podstawę komedii romantycznej, ale za to świetnie nada się na scenariusz komedii kryminalno-sensacyjnej. Intryga i akcja to są zdecydowanie mocne strony "Klubu Matek Swatek". Do słabych stron należy styl autorki. Dialogi nie są najlepsze, a wewnętrzne monologi bardzo mnie drażniły. Poza tym Stec stara się być dowcipna w każdym zdaniu, a tej książce naprawdę wystarczy dowcip sytuacyjny.

Książkę czyta się bardzo szybko i często z zapartym tchem. Chociaż sezon urlopowy już się kończy, myślę, że "Klub Matek Swatek" nada się także na ponure jesienne wieczory. Potrafi zrelaksować i poprawić nastrój.

 

21:04, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
KinoPomoc_205x128