o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
czwartek, 30 września 2010

Książkę Magdy Zawadewicz "Życie codzienne w muzułmańskim Londynie" przeczytałam jeszcze przed wyjazdem. Spacerując po Londynie korzystałam z jej wskazówek. "Życie codzienne..." to porządnie przygotowany materiał z dużą ilością praktycznych informacji na temat topografii miasta i społeczeństw muzułmańskich. Książka będzie przydatna głównie dla osób mieszkających w Londynie lub odwiedzających to miasto, którzy chcą zagłębić się w jego muzułmańskie dzielnice. Poza tym w publikacji znajdziemy krótką historię imigracji do Londynu. Autorka jest bardzo uważna w rozgraniczaniu zwyczajów związanych z Islamem, a tych wywodzących się z folkloru poszczególnych państw muzułmańskich.

 

East London Mosque

East London Mosque w dzielnicy Whitechapel

 

11:58, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (3) »
środa, 15 września 2010

Niedługo wybieram się do Londynu, więc żeby wczuć się w klimat miasta sięgnęłam po "Saturday" Iana McEwana. Londyn w "Saturday" jest bowiem tym, czym Dublin w "Ulyssesie".

 

Londyn

Fitzroy Square, Londyn - zdjęcie Google Street View

 

Na tym nie kończą się podobieństwa "Saturday" do dzieła Joyce'a. Bohaterem powieści jest mężczyzna w średnim wieku. Akcja obejmuje jeden dzień z jego życia. Towarzyszymy mu od 3 nad ranem do późnej nocy, pewnej soboty w lutym 2003 roku. Ten bohater to Henry Perwone, neurochirurg, który krąży po okolicach Camden Town i załatwia różne sprawunki, tak samo jak Bloom. Śledzimy jego poczynania, ale także myśli i uczucia, które mu towarzyszą.

"Saturday", tak samo jak "Ulysses", jest mocno osadzona w realiach - Londynie zamożnej klasy średniej, sytuacji politycznej (zbliżająca się wojna w Iraku, zamachy terrorystyczne), świecie zawodowym neurochirurgów. Niestety w wykonaniu McEwana poruszane, aktualne dla czytelnika tematy brzmią momentami jak rozprawki. Natomiast, gdy McEwan zaczyna pisać o miłości, zwłaszcza miłości Perwone do jego żony, tekst staje się piękny, prawdziwy i poruszający.

Dzień z życia Blooma był dosyć typowy. Spotkanie Stephena było wydarzeniem szczególnym, ale nie nadzwyczajnym. Natomiast w "Saturday" mamy do czynienia z wydarzeniem zupełnie dramatycznym i wyjątkowym - nie chcę zdradzać, żeby nie psuć przyjemności z lekturym tym, którzy książkę zamierzają przeczytać. Chodzi o zdarzenie charakterystyczne dla fabuł McEwana (chociażby "Enduring Love"), czyli zburzenie uporządkowanego świata bochatera poprzez pojawienie się w jego życiu nowej, niezrównoważonej psychicznie osoby.

"Saturday" nie jest najlepszą książką McEwana, ale to solidna lektura.

22:04, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 września 2010

Już tylko sześć książek ma szansę na tegorocznego Bookera:

 

"Parrot and Olivier in America" Peter Carey

"Room" Emma Donoghue

"In a Strange Room" Damon Galgut

"The Finkler Question" Howard Jacobson

"The Long Song" Andrea Levy

"C" Tom McCarthy

 

(pełne nominacje tutaj)

Wcześniej obstawiałam "The Long Song", ale teraz myślę, że nagrodę może zdobyć "The Finkler Question". Okaże się 12 października.

 

12:42, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 września 2010

8 września o 15:30 w warszawskim Empik Junior (Marszałkowska) Elizabeth Gilbert spotka się z polskimi czytelnikami. Będzie promowała najnowszą książkę "I że Cię nigdy nie opuszczę" oraz oczywiście wydany kilka lat wcześniej bestseller "Jedz, módl się, kochaj".

Czytałam tę książkę dwa lata temu i przyznaję, że podeszłam do niej sceptycznie ("to nie literatura dla mnie"). Jednak pozytywnie się zaskoczyłam - wciągnęłam się i czytałam z przyjemnością. "Jedz, módl się, kochaj" wywołała we mnie pozytywne emocje i skłoniła do refleksji nad sobą, chociaż jest to tylko historia podróży pewnej nowoczesnej kobiety, która boryka się z, potocznie mówiąc, dołkiem.

Książkę miło wspominam i polecam znajomym, ale nie stałam się fanką Gilbert. Jednak, gdybym nie pracowała o 15:30, to wybrałabym się na spotkanie z autorką ze względu na prowadzącą - Kazimierę Szczukę. Jestem bardzo ciekawa, jak poprowadzi ona rozmowę z pisarką, zwłaszcza w świetle adaptacji filmowej, która zaraz wejdzie na ekrany naszych kin. Być może film nie będzie tanią komedią romantyczną, ale chyba nie uniknie stereotypowej wizji: kobieta samotna jest nieszczęśliwa, a jak spotyka mężczyznę staje się szczęśliwa.

 

 

Jedz, módl się, kochaj

 

 

12:08, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 września 2010

Oto 7 książek, które maja szansę zdobyć w tym roku Nagrodę Literacą Nike:

"Ekran kontrolny" Jacek Dehnel (poezja)

"Jasne niejasne" Julia Hartwig (poezja)

"Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snu" Magda Grochowska (biografia)

"Nasza klasa" Tadeusz Słobodzianek (dramat)

"Śmierć czeskiego psa" Janusz Rudnicki (proza)

"Dni i nocePiotr Sommer (poezja)

"Nocni wędrowcy" Wojciech Jagielski (reportaż)

Na liście nie ma żadnej powieści. Czy w tym roku nie ukazała się żadna dobra polska powieść?

Finałowa siódemka Nike 2010 - poezja
11:00, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (2) »
środa, 01 września 2010

Byłam zachwycona powieścią "Żołnierze spod Salaminy", gdy ją przypadkowo odkryłam rok temu. Nowa powieść Javiera Cercasa, "Prędkość światła", która właśnie została wydana w Polsce, nie zrobiła już na mnie tak ogromnego wrażenia, ale to książka bardzo dobra i ciekawa. Jej narratorem jest także pisarz, który tworzy książkę, którą właśnie czytamy. Kolejna rzucająca się w oczy analogia, to temat wojny. Jeden z bohaterów "Prędkości światła" jest weteranem wojny w Wietnamie.

Nowa książka Cercasa jest o winie, a raczej o poczuciu winy i wyrzutach sumienia. Dwaj mężczyźni, główne postaci, Amerykanin i młodszy od niego Hiszpan, mają na sumieniu czyjeś życie. To, w jakim stopniu są winni nie ma znaczenia, chodzi o to, że oni sami czują ciężar winy i próbują sobie z nim poradzić.

"Prędkość światła" jest także o opowieściach wojennych. Pisarz zasłyszał historię pobytu przyjaciela na wojnie. Najpierw uważa, że nie zna jeszcze wszystkich szczegółów, całej prawdy, więc nie może podjąć się napisania tej książki. Potem dochodzi do wniosku, że nie trzeba wcale rozumieć opowieści, aby ją napisać. Ale czy w ogóle można pisać o wojnie, oddać jej inność i okropieństwo? Pokazać, co robi ona z ludźmi? Te rozważania naturalnie kojarzą się z klasykiem opowiadań wojennych, "How to Tell a True War Story" Tima O'Briena (pisałam już o niej tutaj: http://ajaczytam.blox.pl/2009/09/The-Vintage-Book-of-War-Stories.html). Opowieść o wojnie może być tylko i wyłącznie zmyślona, bo prawdy nie da się przekazać, nie można zrozumieć wojny nie walcząc jako żołnierz.

Ojciec, którego dwóch synów wałczyło w Wietnamie, mówi, że tamta wojna była zupełnie inna niż wcześniejsze. Ale tak naprawdę każda wojna jest taka sama - ludzie zabijają innych ludzi. "Prędkość światła" jest więc o każdej wojnie. Nasz narrator zapowiada, że pozmieniał imiona, daty, miejsca, więc inspiracją dla książki być może wcale nie był Wietnam.

Powieść, tak samo jak "Żołnierze..." kończy się przeświadczeniem, że książki powstają po to, aby umarli nadal żyli, aby żywa była pamięć o nich. Chodzi zarówno o bohaterów, jak i zwykłych, bliskich nam ludzi.

Nie wiem, dlaczego Cercas zatytułował tę powieść "Prędkość światła". Być może ma to związek z powtarzającą się teorią, że przeszłość nie jest niezmienna. Można ją zmieniać myśląc o niej i o niej opowiadając. Teraźniejszość zaś staje się przeszłością z prędkością światła, to co było teraz jest już w zasadzie wtedy.

 

21:37, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
KinoPomoc_205x128