o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
środa, 30 czerwca 2010

Przygotowana lekturą "A Short History of Myth" sięgnęłam po kolejną książkę z serii wydawniczej The Myths - "The Penelopiad" Margaret Atwood. Słynna kanadyjska pisarka wybrała mit Penelopy, żony Odyseusza i symbolu wierności. Podstawowym źródłem była tu "Odyseja" Homera. Jak na XXI-wieczną wersję przystało, Atwood patrzy na wydarzenia z perspektywy pokrzywdzonych, czyli kobiet i niewolnic. Główną narratorką jest sama Penelopa, która po tylu tysiącleciach otrzymała prawo głosu i opowiedzenia swojej wersji wydarzeń. Oprócz tego w chórkach - i nie tylko - pojawia się 12 powieszonych przez Odyseusza młodych niewolnic. Te wszystkie zabiegi nie sprawiają, że mamy poznać prawdziwą wersję zdarzeń sprzed wieków. Wręcz przeciwnie, obraz robi się bardziej zamazany, bo nie wiemy, komu mamy wierzyć - Penelopie, Euryklei czy służkom?

Historia Penelopy i jej związku z Odyseuszem, opowiedziana przez nią samą, jest bardzo ciekawa. Można się z niej dowiedzieć wiele na temat życia codziennego w czasach starożytnych, a  do tego zaspokaja naszą współczesną potrzebę intymności - poznajemy bohaterów w zwykłych życiowych sytuacjach, możemy z bliska obserwować ich związek.  Nie podobają mi się natomiast w "The Penelopiad" fragmenty, które kontrastują nasze czasy (widziane z perspektywy zaświatów) z czasami antycznymi. Prowadzi to do efektu dziecinady, zabawy w udawanie naiwności i patrzenie na rzeczy dla nas normalne jak na dziwadła. Oczywiście takie świeże spojrzenie może mieć swoje zalety, ale w przypadku tej książki to się nie sprawdza.

Karen Armstrong podkreślała kilkakrotnie, że zadaniem mitu jest pokazanie nam, jak należy się zachować, wskazanie właściwej ścieżki. Jeśli "The Penelopiad" jest współczesną wersją mitu, jaką drogę nam wskazuje? Zastanawiałam się nad tym i nie jestem pewna, czy z książki Atwood możemy wyciągnąć jakąś praktyczną nauczkę. Być może taką, że same musimy zadbać o nasze bezpieczeństwo i dobrobyt i nie polegać ani na mężczyznach ani na ludziach posiadających władzę? Że tylko spryt popłaca?

Książka została przetłumaczona na polski i wydana pod tytułem "Penelopiada".

 

20:27, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 czerwca 2010

W jeden dzień pochłonęłam "A Short History of Myth" Karen Armstrong. Mity towarzyszą ludzkości od jej zarania, a więc historia mitu staje się automatycznie historią cywilizacji. Dzieje ludzkości zawarte w jednej małej książeczce? To jest możliwe. Podzielone przez Armstrong na 6 okresów, pokazują, co dla człowieka jest zawsze najważniejsze, a co zmienia swoją wagę w zależności od czasów i rozwoju cywilizacji.

Czasy współczesne to w cywilizacji zachodniej okres zagubienia znaczenia mitu. W ostatnich akapitach książki Armstrong sugeruje, że sztuka (bardziej niż religia) pełni rolę, którą wcześniej spełniały mity. Jest to prawdziwe zwłaszcza w przypadku powieści, której lektura jest rytułałem inicjacji. Idąc tym tropem, Armstrong powinna jeszcze napisać o filmie, który chyba dociera do znacznie szerszego grona, niż literatura.

Książka trafiła w moje ręce dzięki dobremu duszkowi, któremu bardzo dziękuję za tę niespodziankę.

 

 

 

 

22:22, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (1) »
sobota, 26 czerwca 2010

O "Samotności liczb pierwszych" Paolo Giordano było głośno zanim jeszcze książka pojawiła się na polskim rynku, więc spodziewałam się czegoś wyjątkowego. Powieść jednak nie jest w żaden sposób nadzwyczajna. Jest ciekawa i czyta się ją bardzo łatwo i przyjemnie, ale pisarz nie odkrywa nic szczególnego w relacjach międzyludzkich.

Giordano z pewnością udało się bardzo sprawnie opisać momenty, w których główni bohaterowie - Alice i Mattia - krzywdzą się fizycznie. Czytając opisy takich scen przechodziły mnie ciarki i odruchowo chciałam zamknąć oczy, jak na filmie, żeby przeczekać jakoś te fragmenty. Jednak tam, gdzie mowa o uczuciach i relacjach międzyludzkich, język Giordano wydaje mi się trochę sztywny. Czasami miałam wrażenie, że "Samotność liczb pierwszych" to książka dla młodzieży. Zwłaszcza, że śledzimy losy bohaterów na przestrzeni kilkunastu lat, a poznajemy ich, gdy byli małymi dziećmi. Można więc książkę odebrać jako powieść o dojrzewaniu - bardzo bolesnym i uczącym zachowań utrudniających, a nie ułatwiających, dorosłe życie.

Najbardziej z całej książki podoba mi się tytuł, czyli porównanie dwójki głównych bohaterów do bliźniaczych liczb pierwszych. Tych kilka akapitów, wyjaśniających czym są liczby pierwsze w matematyce, czyta się jak wyznanie liryczne i to porusza. Dzięki tej jasnej wskazówce wiadomo też, w którym kierunku powinna podążać interpretacja książki.

Książkę dostałam od magamara w ramach akcji wydawnictwa W.A.B. magamara zadbała o zdobycie autografu samego autora! Tak wyrózniony egzemplarz wędruje dalej, teraz do p.eulli. Jeśli ktoś jeszcze ma ochotę dołączyc do łańcuszka, to niech zagląda na jej bloga.

 

10:47, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 21 czerwca 2010

W tym roku wręczono Nagrodę Literacką Gdynia autorom aż 4 książek. Oprócz nagród w kategorii proza, poezja i esej, jury wyróżniło jeszcze Małgorzatę Szejnert za książkę o Ellis Island "Wyspa klucz".

Oto pozostali zwycięzcy:

Proza - "Taksim" Andrzeja Stasiuka

Poezja - "Dwa fiaty" Justyny Bargielskiej

Eseje - "Ciała Sienkiewicza" Ryszarda Koziołka


09:51, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 czerwca 2010

Nagrodzona w 2003 roku Bookerem debiutancka powieść DBC Pierre'a "Vernon God Little" to świetna rozrywka. Jest zabawna a do tego wywołuje silne emocje. Trudno nie zaangażować się emocjonalnie śledząc losy Vernona Little, 15-latka o wyjątkowym pechu, któremu wiatr zawsze wieje w oczy. To tak jak oglądanie meczu (trwa mundial, więc pozwolę sobie na takie porównanie) - kibicujecz Vernonowi, ale to Los/Fatum wygrywa, a ty masz nadzieję, że jednak jakimś cudem wynik zmieni się w ostatniej minucie. Czy tak się stanie na końcu książki? Tego nie zdradzę, żeby nie odbierać tej frajdy przyszłym czytelnikom.

W nieiewlkim miasteczku w Teksasie dochodzi do masakry - nastolatek, z pochodzenia Meksykanin, o imieniu Jesus, zastrzelił kilkunastu uczniów podczas lekcji w szkole, a potem popełnił samobójstwo. Jesus był najbliższym przyjacielem Vernona, który przesłuchiwany jest przez policję. Stara się ona ustalić, czy nie miał on jakiegoś związku ze zbrodnią. Vernon jest niewinny, ale przez nieszczęśliwy splot wydarzeń oraz zaangażowanie nieuczciwych mediów, zaczyna być podejrzanym. Vernon kiepsko sobie radzi w sytuacjach kryzysowych, więc brnie w coraz większe bagno, które kończy się jego ucieczką do Meksyku.

W drugiej części książki jesteśmy świadkami procesu Vernona, który został oskarżony o dokananie 34 morderstw w najróżniejszych częściach Teksasu. Z sądu prowadzone są relacje na żywo dla telewizji. Spektaktl medialny nie kończy się jednak po ogłoszeniu wyroku...

"Vernon God Little" jest także wyzwaniem językowym. Zrozumienie slangu nastolatka z Teksasu wymaga czasem większego wysiłku. Książka pełna też jest gry słów. Bohaterowie często przekręcają słowa w bardzo zabawny sposób.

Powieść, pomimo walorów komediowych, traktuje o poważnych sprawach. O sprawiedliwości, roli mediów w naszym życiu, o odpowiedzialności za swoje czyny. Nasuwa się pytanie, czy podział na dobro i zło jest jeszcze ważny w naszych czasach? Czy potrafimy zatroszczyć się o potrzeby innych ludzi, czy jedynie samolubnie dbamy o swoje?

Po "Vernon God Little" DBC Pierre wydał jeszcze dwie książki. Ciekawa jestem, czy są one tak dobre jak debiutancka powieść. Obawiam się, że nie, bo nie łatwo będzie przebić "Vernona".

 

21:00, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010

Holenderski pisarz Gerbrand Bakker otrzymał Nagrodę IMPAC 2010 za książkę "The Twin" ("Boven is het stil"). Bakker jest literaturoznawcą i tłumaczem i zanim w 2006 napisał swoją pierwszą powieść - właśnie "Boven is het stil", miał już na koncie kilka książek-podręczników. Ostatnio pisze także dla młodzieży. Tak prestiżowa nagroda z pewnością przyczyni się do wzrostu jego popularności i może powieść zostanie przetłumaczona także na język polski.

O pozostałych nominowanych książkach i Nagrodzie IMPAC tutaj.

 

10:12, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 czerwca 2010

"Kirâze. Droga do sułtańskiego haremu" tureckiej autorki Solmaz Kâmuran to powieść historyczna. Akcja rozciąga się na lata 1492-1598 i chociaż większość rozgrywa się w Stambule, na sułtańskim dworze, to bohaterami stają się także władcy innych potężnych państw, takich jak Francja, Anglia, Hiszpania czy Wenecja. "Kirâze" to prawie podręcznik do historii, który w bardzo przystępny i przyjazny sposób pokazuje układ sił w Europie, wykładając złożone zależności w formie dialogów pomiędzy postaciami historycznymi.

"Kirâze" to także saga rodzinna. Poznajemy pogmatwane losy kilku pokoleń sefardyjskich Żydów, których z Półwyspu Iberyjskiego wygnała królowa Izabela i którzy znaleźli schronienie w Imperium Osmańskim. Tytułowa Kirâze pojawia się dopiero w połowie książki i trudno ocenić, czy rzeczywiście jest jej główną bohaterką.

Kiraze

 

Chociaż przez karty powieści przewijają się Żydzi, muzułmanie i chrześcijanie, a autorka wydaje się być osobą tolerancyjną i przeciwną wszelakim prześladowaniom, to jednak nie do końca jej się to udaje. Katolicy pokazani są przez pryzmat Inkwizycji oraz okrutnego i lubieżnego papieża Aleksandra VI. Wprawdzie wszyscy możni w "Kirâze" są bezwzględni i zaślepieni pragnieniem władzy, a Tureccy wojskowi potrafią być bezlitośni, jednak, jeśli chodzi o zwykłych ludzi, to właściwie tylko katolicy prześladują Żydów. Trudno też nie interpretować jednoznacznie końcowej sceny powieści, w której Żyd przechodzi na Islam, chociaż wcześniej jego przodkowie żyli w Stambule pozostając przy judaizmie.

 

 

"Kirâze" nie jest książką wybitną, ale bardzo ciekawą. Osoby interesujące się historią, a szczególnie historią Imperium Osmańskiego, mogą śmiało po nią sięgnąć. Ja nie dostrzegłam żadnych rażących przekłamań, ale nie mam też obszernej wiedzy i idealnej pamięci jeśli chodzi o historię.

 

20:33, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 czerwca 2010

Orange Prize for Fiction zdobyła w tym roku powieść amerykańskiej autorki Barbary Kingsolver "The Lacuna".

 

 

The Lacuna

 

Barbara Kingsolver nie była chyba tłumaczona na polski. Jej proza była popularna w Stanach w latach 90-tych. "The Lacuna" to pierwsza powieść wydana przez autorkę po 2000 roku i wielu krytyków uznało ją za rozczarowanie. Jednak jury Orange Prize doceniło książkę za rozmach i siłę oddziaływania.

 

09:45, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 czerwca 2010

Ostatnio tak się składa, że w moich lekturach pojawiają się detektywi. Główny bohater i narrator "When We Were Orphans" ("Kiedy byliśmy sierotami") Kazuo Ishiguro też jest sławnym detektywem. Jednak to nie jest powieść detektywistyczna, nie dowiemy się niczego o metodach Christophera Banksa ani o sprawach, które rozwikłał.

Banks jako chłopiec musi opuścić Szanghaj, gdy jego rodzice giną w tajemniczych okolicznościach. W Anglii chodzi do najlepszych szkół i zostaje sławnym detektywem, cały czas mając nadzieję, że rozwikła sprawę porwania swoich rodziców. Gdy w 1937 roku powraca do Szanghaju sytuacja polityczna jest bardzo napięta i niebezpieczna. Christopher wierzy, że choć minęło prawie 20 lat, jego rodzice nadal są w rękach porywaczy i można ich jeszcze uratować.

Temat, który należy chyba do ulubionych Ishiguro, to pamięć i wspomnienia. Christopher w swoich wspomnieniach jest dzieckiem i młodzieńcem wyjątkowo dobrze przystosowanym i umiejącym się wpasować w otaczające go środowisko. Z kolei inni postrzegają go jako odmieńca i osobę żyjącą we własnym świecie. Pierwsza połowa książki w intrygujący sposób obnaża przed czytelnikiem słabość i naiwność sławnego detektywa. Niestety druga połowa jest zupełnym rozczarowaniem, zmarnowaniem dobrze przygotowanego gruntu.

Ishiguro chce pokazać rozterki sercowe Christophera, wojnę domową i inwazję Japończyków w Szanghaju, europejską śmietankę towarzyską... a wszystko to tworzy słabą mieszankę. Prawdziwa historia rodziców Christophera okazuje się tanim melodramatem, a samo zakończenie książki wydaje się wymuszone. Powieści daleko do "Okruchów dnia" czy "Nie opuszczaj mnie".

 

 

19:52, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (2) »
środa, 02 czerwca 2010

"Wszyscy jesteśmy podejrzani" Joanny Chmielewskiej już kiedyś czytałam, ale to było dawno temu, więc nie pamiętałam żadnych szczegółów ani kto okazał się mordercą. Dzięki temu mogłam z zapałem śledzić dochodzenie.

Jak sam tytuł wskazuje, "Wszyscy jesteśmy podejrzani" jest klasycznym whodunit. Zbrodnia została popełniona w budynku pewnej pracowni architektonicznej, w tym czasie w środku znajdowali się prawie wszyscy pracownicy i nikt poza nimi. Morderstwo musiał popełnić ktoś z nich. Śledztwo prowadzi kapitan i niezwykle przystojny prokurator, a równolegle swoje dochodzenie przeprowadza Joanna Chmielewska, która jest także jedną z owych podejrzanych.

Książka wciąga, a oryginalne zachowania pracowników bawią. Dla mnie ciekawy był też aspekt historyczny, tzn. przeczytanie o tym, jak działało tego typu przedsiębiorstwo w czasach PRLu. O dziwo, bardzo podobnie do obecnych korporacji.

 

20:20, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (1) »
KinoPomoc_205x128