o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
środa, 24 czerwca 2009
Szwajcaria Pascal
To moja lektura na najbliższe dni. Na razie recenzować trudno, wszystko okaże się w praktyce. Miejscowości i regiony opisane są w ciekawy sposób, z propozycjami spędzania wolnego czasu (zabytki historyczne, wędrówki, uprawianie sportów), ale informacje na temat noclegów i gastronomii raczej skąpe.
17:37, sylwiapecyna
Link Komentarze (1) »
wtorek, 23 czerwca 2009

Nagroda David Gemmell Legend, to nagroda przyznawana autorom książek fantasy, a ustanowiona została, aby przywrócić odpowiednią rangę temu gatunkowi. W tym roku otrzymał ją Andrzej Sapkowski za "Krew Elfów", a raczej "Blood of Elves", bo pod tym tytułem powieść jest znana angielskojęzycznym czytelnikom.

 

11:50, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »

Co ciekawego można znaleźć w The New York Review of Books Vol. LVI, nr 10, 10.06-01.07.2009:

Julian Barnes "Flights" to pozornie recenzja ostatnio wydanych książek Johna Updike'a: "My Father's Tears and Other Stories", "Endpoint and Other Poems" i "The Maples Stories". W rzeczywistości, to kolejny hołd złożony niedawno zmarłemu pisarzowi, bo Barnes jest miłośnikiem Updike'a. Ciekawa jest uwaga, że John Updike to wielki amerykański pisarz bez wielkiej książki - żadna z jego powieści nie jest wybitna, chociaż cały dorobek jest nieoceniony.

Charles Baxter "Flowering Porter" - kolejna wielka pisarka bez wielkiej powieści to Katherine Anne Porter. Wprawdzie wydała "Ship of Fools" ("Statek szaleńców"), na którego podstawie powstał film, ale powieść ta uważana jest za kiepską. Wielkość Porter opiera się na jej opowiadaniach i właśnie przy okazji wydania zbioru "Collected Stories and Other Writings" Baxter o niej pisze. Po polsku opowiadania Porter są dostępne, wydany został jej zbiór "Biały koń, biały jeździec" ("Pale Horse, Pale Rider").

Adam Kirsch "The Wittgenstein Illusion" - krytycznie oceniając książkę Alexandra Waugh "The House of Wittgenstein: A Family War", Kirsch przybliża sytuację psychiczną inteligencji żydowskiej w pierszych dziesięcioleciach XX wieku. Główny zarzut, to traktowanie rodziny Ludwiga Wittgenstein jako wyjątku, nie przedstawienie losów i problemów tej rodziny w świetle sytuacji całej grupy społecznej.

Colin Thubron "Madame Butterfly's Brothel" - artykuł jest recenzją "The East, the West, and Sex: A History of Erotic Encounters" Richarda Bernsteina. Książka miała w pewien sposób polemizować z teorią Edwarda Saida i pokazać, że relacje Wschodu i Zachodu nie są oparte jedynie o wyobrażenia i fantazje, ale głównie o realne doświadczenia. Część z niej poświęcona jest współczesnym kontaktom np. w Tajlandii. Thubron obawia się jednak, że Bernstein zbytnio idealizuje znaczenie relacji damsko-męskich, w których to mężczyźni z Zachodu szukają relaksu i zaspokojenia, a kobiety ze Wschodu poprawiają swoją sytuację materialną. Wynika to z tego, że autor książki nie zastanawia się nad losem prostytutek, które przestają być młode i muszą powrócić do życia w tradycyjnej społeczności swojego kraju.

Martin Filler "The Late Show" - przy okazji wystawy "Picasso: Mosqueteros" (Gagosian Gallery, New York City) Filler przywołuje ciągle toczącą się dyskusję na temat prac Picassa z ostatniego okresu. Podstawowe pytanie to, czy prace, które powstały w okresie schyłku życia i twórczości, są równie dobre, jak prace wcześniejsze? Ponieważ Picasso, na fali swojej popularności, tworzył bardzo wiele obrazów, niektórzy twierdzą, że była to kiepska masowa produkcja. Wystawa być może przekona tych krytyków, że wśród prac z tego okresu także można znaleźć wybitne obrazy.

Ian Buruma "Escape in Japan" - nawiązując luźno do filmu Kurosawy Kiyoshi "Tokyo Sonata", Buruma przedstawia obecną sytuację ekonomiczno-polityczną Japonii. Kreśli także tło historyczne, pokazując relacje japońsko-amerykańskie i kształtowanie się systemu partyjnego od czasu zakończenia II Wojny Światowej. Tekst jest także wstępem do analizy współczesnego społeczeństwa japońskiego. To wszystko na 3 stronach, ale jeśli znacie Burumę, to wiecie, że jego artykuły to kopalnia wiedzy o Azji i nie tylko.

Peter Brown "A Surprise from Saint Augustine" - tytuł odnosi się jedynie do połowy artykułu, tej, która omawia książkę Pauli Fredriksen "Augustine and the Jews: A Christian Defense of Jews and Judaism". Tą niespodzianką ma być fakt, że w swoich dziełach Św. Augustyn nie odnosi się wrogo do Żydów. Każdy, kto zna choćby sylwetkę tego myśliciela, chyba nie będzie aż taki zaskoczony. Druga część artykułu to recenzja książki Hagith Sivan "Palestine in Late Antiquity".

Russell Baker "A Heroic Historian on Heroes" dotyczy zbioru esejów "American Heroes: Profiles of Men and Women Who Shaped Early America" Edmunda S. Morgana. Książka nie jest jednak o bohaterach w znaczeniu potocznym. Po pierwsze, część z przytaczanych historii wcale nie jest pozytywna (np. o traktowaniu Indian przez Kolumba i jego następców). Po drugie, bohaterami Morgan nazywa także "zwykłych" ludzi, którzy stworzyli Amerykę. Baker skupia się na dwóch aspektach: stara się bronić Purytanów i udowodnić, że bardzo lubili seks (dla mnie jest mało przekonujący) oraz podkreśla znaczenie iluzji, jaką jest demokracja i państwo, dla tworzenia społeczeństwa.

 

Colm Tóibín "The Admirable Mrs. James" - nic dziwnego, że o recenzję książek dotyczących rodziny Henry'ego Jamesa poproszono Tóibína. Jego pwoieść "The Master", której bohaterem jest właśnie sam pisarz Henry James, spotkała się z ogromnym uznaniem. Omawiane w artykule książki to "Alice in Jamesland: The Story of Alice Howe Gibbens James" Susan E. Gunter oraz "House of Wits: An Intimate Portrait of the James Family" Paul Fisher. Główną bohaterką tekstu jest Alice James - żona Williama Jamesa, psychologa i brata Henry'ego.

Stanley Wells "The Greatest Actress of Her Age"

Ellen Terry as Lady Macbeth

Tytułową aktorką jest Ellen Terry, którą widać na obrazie. Właśnie ten obraz zachęcił mnie do przeczytania artykułu, ponieważ zapamiętałam go z czasów studiów, gdy szukałam obrazów o tematyce szekspirowskiej. Artykuł Wellsa odnosi się do książki Michaela Holroyda "A Strange Eventful History: The Dramatic Lives of Two Remarkable Families". Główni jej bohaterowie to właśnie Ellen Terry (jej dzieci i mężowie) oraz Henry Irving, najpopularniejszy aktor przełomu XIX i XX wieku.

 

09:20, sylwiapecyna , prasa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 czerwca 2009

13 czerwca wręczono Nagrodę Literacką Gdynia, oto tegoroczni laureaci:

Proza - Marcin Świetlicki "Jedenaście"

Poezja - Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach"

Eseistyka - Maria Poprzęcka "INNE OBRAZY. Oko, widzenie, sztuka. Od Albertiego do Duchampa"

 

Mam całą trylogię Świetlickiego, może teraz znjadę wreszcie na nią czas... Kryminał wydaje się idealny na letnie urlopy.

09:34, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 czerwca 2009

Nagroda Man Booker International dla Alice Munro popchnęła mnie do sięgnięcia po ostatni zbiór opowiadań Munro "The View from Castle Rock" (wydany w 2006 roku, na sierpień 2009 zapowiedziana jest już nowa kolekcja opowiadań "Too Much Happiness"). Munro nie napisała do tej pory żadnej dużej powieści, w 2003 powiedziała: "Zawsze próbuję. Pomiędzy każdą książką myślę, no cóż, nadszedł czas na coś poważnego", ale kolejne książki to zbiory opowiadań. Krytycy twierdzą, że Munro potrafi w tym gatunku osiągnąć więcej niż większość pisarzy w powieściach. I mają rację, proza Munro jest wyśmienita.

Pod pewnymi względami "The View from Castle Rock" blisko do powieści. Opowiadania przedstawiają losy jednej rodziny i ułożone są chronologicznie. Ta rodzina to ród Laidlaw, z którego wywodzi się sama Munro i to ona jest główną bohaterką drugiej połowy ksiązki. Tytułowy Castle Rock to skała na której stoi zamek w Edynburgu. Ze Szkocji bowiem w XIX wieku przodkowie Munro wyruszyli do Ameryki. Zbiór obejmuje losy rodziny od XVIII wieku, przez lata 50-te XX wieku, a kończy się w latach 90-tych.

Zamek w Edynburgu

Zamek w Edynburgu, z którego wieży przodek Munro wypatrywał brzegów Ameryki

Tak więc, opowiadania oparte są na faktach i przedstawiają losy prawdziwych ludzi, chociaż większość z nich już nie żyje. Jednak "The View..." to nie autobiografia ani wspomnienia. Autorka sama we wstępie zastrzega, że opierając się na materiałach historycznych i własnych wspomnieniach popuściła wodze fantazji i tworzyła fikcję. Łatwo to zauważyć w opowiadaniach z pierwszej połowy książki, zatytułowanej "No Advantages". W teksty wplecione są fragmenty autentycznych listów, dzienników i kronik - natomiast fabularny opis zdarzeń musi być inwencją autorki. Wydaje się to zupełnie naturalne - Munro nigdy nie poznała ludzi, o których pisze. Zna tylko najważniejsze fakty z ich życia, a wydarzenia, które wybiera, żeby przybliżyć sytuację danego pokolenia, wymyśliła sama.

Jednak druga część książki ("Home") jest bardziej zdradliwa. Alice Munro w pierwszej osobie opowiada o latach 40-tych i 50-tych w Ontario, gdy była ona mała dziewczynką i dorastającą panną, a także o swoim powrocie w tą część Kanady, gdy była juz dojrzałą kobietą. Te teksty oparte są o jej wspomnienia. Na początku przyłapałam się na tym, że traktowałam te opowiadania jak autobiografię. Później przypomniałam sobie, że przecież to fabularyzacja i zaczęłam podejrzewać, że większość szczegółów nie jest prawdą. Po skończeniu książki zajrzałam jednak do notki biograficznej i okazało się, że przynajmniej najważniejsze wydarzenia z życia autorki są prawdziwe. Trochę mnie to rozczarowało. Pomyślałam, że odważniej byłoby "nakłamać" i pozwolić ludziom się nabrać, niż trzymać się faktów.

Huron County, Ontario

Huron County, Ontario, Kanada

Obydwie części przybliżają świat, którego już nie ma. XIX-wieczni osadnicy, wycinający kanadyjskie lasy, aby zbudować domy i obsiać pola, odeszli już w przeszłość. Także sposób życia, który wiodła na farmie rodzina Munro, staje się powoli reliktem. W epilogu widzimy, jak zmienił się krajobraz Ontario i stosunek ludzi do natury. Ale czytając te opowiadania, dostrzec można pewne rzeczy, które są niezmienne, niezależnie od miejsca na świecie i czasu. Etos ludzi pracy i ziemi, tzn. farmerów, małomiasteczkowa mentalność, kompleksy związane z opuszczeniem rodzinnych stron - to wszystko można by było opisać także na przykładzie Polski.

Postaci Alice z opowiadań, chociaż nie jest antypatyczna, szczególnie nie polubiłam. To dlatego, że autorka nie stara się siebie poprawić, czy pokazać w korzystnym świetle. Stara się pokazać, jak była odbierana przez otoczenie i co jest w niej niedoskonałego. Dzięki temu opowiadania mają w sobie być może więcej autentyzmu niż niektóre autobiografie.

Chociaż nie czytałam żadnej innej książki autorstwa Alice Munro, po tej lekturze jestem przekonana, że nagroda Bookera jest w pełni zasłużona.

20:53, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (3) »
sobota, 13 czerwca 2009

Jest kilka książek, które zaczęłam czytać, ale nigdy ich nie skończyłam. Bynajmniej nie dlatego, że były słabe. Wręcz przeciwnie, to bardzo dobre książki. Tylko po prostu mnie przytłoczyły i musiałam od nich uciec. Niewykluczone, że kiedyś do nich powrócę. Ich wspólną cechą jest rozmiar - wszystkie z nich to opasłe tomiska.

"Powstanie '44" Norman Davies - książka oparta o szczegółowe badania, obszerne źródła, do tego przedstawiająca każdy aspekt Powstania Warszawskiego oraz sytuacji przed i po powstaniu. Zawiera dużo zdjęć, bibliografię... nic dziwnego, że to duża i ciężka książka. W żaden sposób nie można jej było zabrać do torebki, żeby czytać w komunikacji miejskiej czy poczekalni. Chociaż tematyka związana z II Wojną Światową bardzo mnie interesuje, po kilku miesiącach z książką Daviesa miałam dosyć. Brutalne (czyli po prostu realistyczne) opisy okrucieństw wojennych zaczęły przekładać się na moje sny. Stwierdziłam, że muszę przerwać czytanie tej książki.

"London. The Biography" Peter Ackroyd - biografia takiego miasta jak Londyn musi być odpowiednich rozmiarów. Dzięki świetnemu stylowi Ackroyda i jego umiejętności wychwytywania najciekawszych aspektów z życia londyńczyków, książkę czyta się w zasadzie jak powieść. Dodatkową zaletą są liczne ilustracje. Nic dziwnego, że "London" długo był na liście bestsellerów. Przeczytałam większość książki, ale kilkadziesiąt stron przed końcem (czyli chronologicznie pod koniec XIX wieku) przerwałam. Nie pamiętam już teraz dlaczego - być może gdzieś wyjeżdżałam, a książka jest za duża do zabrania w podróż? A może zaczęłam czytać coś innego? Raz na jakiś czas przypominam sobie, że "London" czeka, żeby go dokończyć. Być może kiedyś się doczeka, bo książka jest świetna.

"Congenial Spirits" Virginia Woolf (listy wybrane) - ten obszerny tom był swego rodzaju pocieszeniem, gdy nie udało mi się dostać biografii Woolf autorstwa Hermione Lee (Lee jest autorką przedmowy do tego zbioru). Od razu zorientowałam się, że nie jestem aż tak zainteresowana tym, co się działu w środowisku Woolf, żeby przeczytać książkę za jednym razem w całości. Postanowiłam więc sięgać po nią od czasu do czasu i czytać kilka listów. Jednak mnogość postaci w nich się przewijających, nie pozawalała ich spamiętać. Czytając listy z dużymi przerwami, tym trudniej było mi się zapamiętać, kto jest kto. Książka jest raczej przeznaczona dla naukowców badających życie i twórczość Woolf lub krąg Bloomsbury. Jednak czasami okazuje się pomocna. Gdy czytam coś Woolf i chcę sprawdzić, czy wspominała o tym w swoich listach, zaglądam do solidnego Indexu na końcu zbioru.

uzupełnienie: Przypomniało mi się, że nie skończyłam także "Orientalism" Edwarda Saida. Wydawało mi się, że w kółko powtarza to samo, i chyba się przestraszyłam, że tak będzie przez kolejne liczne strony zapisane małym druczkiem. Teraz, kiedy napotykam odniesienia do Saida w różnych tekstach oraz cytaty z "Orientalism", zastanawiam się, jak Ci autorzy potrafili to wyłapać w takim zalewie słów.

18:18, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 czerwca 2009

Jedną z najbardziej prestiżowych nagród literackich na świecie - Impac Dublin - zdobył w tym roku debiutant. Powieść Michaela Thomasa "Man Gone Down" została uznana za lepszą książkę niż powieści uznanych pisarzy, takich jak Philip Roth, Doris Lessing czy Joyce Carol Oates. Thomas jest wykładowcą z Nowego Jorku. Jego debiutancka powieść przedstawia 4 dni z życia czarnego bostończyka, który ma białą żonę i trójkę dzieci.

10:02, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 czerwca 2009

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się, co noblista Orhan Pamuk ma do powiedzenia na temat pocałunków oraz Wenecji, to przeczytajcie jego krótki esej w The Guardian (http://www.guardian.co.uk/books/2009/jun/06/orhan-pamuk-author-author-venice) . Chodzi generalnie o to, że piękne widoki zachęcają pary do pocałunków, ale tylko na Zachodzie ludzie publicznie całują się w usta. Chociaż bardzo tego autora lubię i cenię, to chyba nudzi mi się powoli jego melancholia w esejach.

19:43, sylwiapecyna , prasa
Link Komentarze (1) »

"Handbags" Judith Miller to książka, którą należy oglądać, studiować i cieszyć nią oczy. "Handbags" to album o torebkach, a ja torebki uwielbiam, więc gdy zobaczyłam książkę na półce koleżanki, od razu pożyczyłam.

 

torebki

 

W albumie znajdziemy informacje o historii torebek, sposobach ich wykonywania, modzie, ale najważniejsze są zdjęcia torebek, z których większość to prawdziwe dzieła sztuki (bohaterowie tej książki pochodzą z muzeów, anytkwariatów, domów aukcyjnych). Najstarsza pokazana tutaj torebka pochodzi z 1761 roku, ale album skupia się na XX wieku i kolejnych trendach w świecie torebek.

 

torebka

 

Dodatkową wartością książki są sentencje związane z modą, które od czasu do czasu pojawiają się obok zdjęć. Moje ulubione to:

Luxury is a necessity that begins where necessity ends. Coco Chanel

I find that it is vital to have at least one type of handbag for each of the ten types of social occasion: Very Formal, Not so Formal, Just a Teensy Bit Formal, Informal But Not That Informal, Every Day, Every Other Day, Day Travel, Night Travel, Theatre, and Fling. Miss Piggy

 

18:51, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2009

"Home" autorstwa Marilynne Robinson zostało uznane za najelpeszą książkę przez jury Orange Prize for Fiction 2009. Marilynne Robinson jest przez wielu uważana za najważniejszą żyjącą pisarkę, Elaine Showalter wymieniła ją ostatnio wśród 8 najważniejszych pisarek amerykańskich. Najbardziej znaną książką Robinson jest "Housekeeping" (powieść została zekranizowana w 1987). Po polsku została wydana jej druga powieść "Gilead".

Więcej o Orange Prize for Fiction tutaj.

09:04, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 czerwca 2009

W zeszłym miesiącu na ekrany naszych kin weszły dwa filmy, które są oparte na ważnych i głośnych książkach.

"Hańba" jest uważana za najlepszą książkę J.M. Coetzee. Czytałam ją kilka lat temu i bardzo mi się spodobała. Nie do końca jednak rozumiałam głównego bohatera, jego postępowanie nie było dla mnie jasne. Czułam, że ta powieść jest psychologicznie realistyczna, prawdziwa, tylko ja nie potrafię jej rozgryźć. Dzięki świetnej roli Malkovicha zroumiałam, że profesor Lurie jest po prostu obleśny i samolubny.

(Zainteresowanych J.M. Coetzee odsłyłam do mojej notki o "Wieku żelaza")

"Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" Doroty Masłowskiej jest z kolei ważna, gdy mówimy o współczesnej literaturze polskiej. Przede wszystkim ze względu na język, ale gdy ja czytałam ją kilka lat temu, ważniejsze dla mnie było uchwycenie przez Masłowską pewnych typów, nie opisanych wcześniej, bo typowych dla środowisk młodzieżowych późnych lat 90-tych. Andżela i Ala to moim zdaniem najlepsze postaci w powieści. Także klimat prowincjonalnego miasteczka, z jego biznesowymi układami oraz prostackim patriotyzmem, został świetnie pokazany w książce. Natomiast w filmie "Wojna polsko-ruska" niewiele z tego zostało. Przede wszystkim widz nie ma pojęcia, co to jest ta wojna polsko-ruska. Udało się zachować komizm wynikający ze świetnych tekstów Masłowskiej, ale to chyba za mało, żeby uznać film za udany. Nacisk, który Żuławski położył na pokazanie fikcyjności świata, wydaje mi się zbędny. Postmodernizm już ten temat zgłebił, a z książki Masłowskiej można było zrobić lepszy użytek. Ale nie żałuję, że się na ten film wybrałam do kina, bo warto zobaczyć aktorów w tak świetnych rolach.

09:14, sylwiapecyna
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009

Ponieważ już nie długo będzie można oglądać film (zwiastun tutaj) na podstawie "The Road" ("Droga")  Cormaca McCarthy'ego, postanowiłam wcześniej zapoznać się z książką. Zwłaszcza, że czytałam na jej temat same dobre rzeczy. Rzeczywiście, powieść zasługuje na wszystkie te pochwały, a nawet więcej.

Akcja rozgrywa się mniej więcej 10 lat po wielkiej katastrofie, która doprowadziła do wyniszczenia Ziemi. Grupki ludzi wegetują, chociaż coraz trudniej utrzymać się przy życiu na zimnej i pokrytej prochem planecie. Ojciec i syn przemierzają teren, który kiedyś był Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Trzymają się tytułowej drogi i próbują dotrzeć na południe, na wybrzeże. Liczą, że tam łatwiej będzie przetrwać zimę i znaleźć coś do jedzenia.

Ojciec i syn pozostają bezimienni, niewiele także wiemy o ich wcześniejszym życiu. Syn urodził się w czasie katastrofy, nie ma więc żadnych wspomnień z czasów "normalności". Jego zachowanie jest bardzo dziwne. Chłopiec panicznie boi się wchodzić do opuszczonych domów, które napotykają po drodze. Miejsce, które jest schronieniem, które nam kojarzy się z bezpieczeństwem, przytulnością - w chłopcu wywołuje ogromny strach. Poza tym chłopiec jest bardzo moralny i dobroduszny. Chce pomóc każdej napotkanej osobie (niewiele ich jest); upewnia się, że plądrując opuszczone domy, czy statki nie popełnia kradzieży; co chwilę pyta ojca, czy na pewno oni są "the good guys". Dialogi pomiędzy ojcem a synem są zdominowane przez słowo "okey". Chyba oboje, a zwłaszcza chłopiec, potrzebują ciągłego potwierdzenia, afirmacji, odrobiny pozytywności.

Nie czytałam wcześniej żadnej innej książki McCarthy'ego, moje wyobrażenia o tym autorze opierałam na ekranizacji "To nie jest kraj dla starych ludzi". Dlatego bardzo zaskoczył mnie liryczny sposób narracji. Dzięki temu niezwykłemu językowi i stylowi książka jest naprawdę piękna. Pojawia się kilka dramatycznych momentów, ale nie mają one większego wpływu na przebieg akcji, są tylko przerywnikami w żmudnej wędrówce głównych bohaterów. Napięcie, które w tych momentach powstaje, pozwala odczuć namiastkę strachu, który dla ludzi z tamtego świata jest codziennością.

Cormac McCarthy stał się jednym z moich ulubionych pisarzy, z pewnością postaram się przeczytać inne jego książki. W Polsce w tym roku została wydana starsza powieść McCarthy'ego "Dziecię boże". Fragment publikował Dziennik, dostępny jest także na ich stronie internetowej.

21:05, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (1) »
KinoPomoc_205x128