o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
środa, 31 marca 2010

Elif Şafak w "Bękarcie ze Stambułu" ("The Bastard of Istanbul"/""Baba ve Piç") wkracza na bardzo grząski grunt - porusza temat stosunków turecko-ormiańskich i kwestię ludobójstwa. Sprawa jest po pierwsze delikatna; Şafak udaje się pokazać racje, przekonania i wady obu stron w sposób wyważony i pełen szacunku. Po drugie sprawa jest polityczna. Napisanie takiej książki po turecku i wydanie jej w Turcji wymagało sporej odwagi. Şafak nie uniknęła sprawy sądowej, ale nie została skazana.

Masakra ormiańska to nie jedyny wrażliwy temat, który Şafak porusza w swojej książce. Kolejny to pozycja kobiety w społeczeństwie i rodzinie tureckiej oraz przemoc domowa. Jedna z głównych bohaterek - Asya - jest bękartem i nie zna swojego ojca. Jej matka urodziła ją jako panna w wieku 19 lat.

Mamy w powieści także drugą młodą dziewczynę - Armanoush. Jest ona w połowie Ormianką w połowie Amerykanką. Pomiędzy bohaterkami jest wiele analogii - obydwie wychowują się w dużych, dominujących rodzinach, obydwie różnią się od swoich rówieśniczek i są outsiderkami (jedna ucieka w świat muzyki, druga w świat książek), obydwie wiedzą, że ich przeszłość skrywa tajemnice.

"Bękart ze Stambułu" pełen jest humoru, ciepła i kobiecości. Şafak jednak przygotowała dla czytelników drastyczne zakończenie. Stopniowo poznajemy kolejne mroczne rodzinne sekrety i odkrywamy, że przeszłość pełna jest wydarzeń, o których wszyscy chcą zapomnieć. Stambuł pełni w książce rolę przykładu - pokazuje w jaki sposób losy najróżniejszych rodzin i narodowości są ze sobą splecione i jak każde wydarzenie jest brzemienne w skutki. To bardzo wdzięczny przykład, ponieważ miasto leży na granicy dwóch kontynentów, jego mieszkańcy to Turcy, Kurdowie, Ormianie, Żydzi, Grecy, Rosjanie...

"Bękart ze Stambułu" został właśnie wydany po polsku, więc zachęcam do lektury. Powieść pełna jest ciekawych postaci, a od ostatnich stron książki nie mogłam się oderwać.

 

The Bastard of Istanbul Bękart ze Stambułu

 

Elif Şafak - inne książki tej autorki

P.S.  Dobra wiadomość dla miłośników prozy Şafak. W zeszłym roku jej najnowsza powieść "Aşk" (tzn. miłość) ukazała się w Turcji i od razu stała się bestsellerem. Książka została napisana po angielsku i przetłumaczona na turecki, ale po angielsku została wydana dopiero teraz w USA pod tytułem "The Forty Rules of Love".

10:40, sylwiapecyna
Link Komentarze (10) »
piątek, 26 marca 2010

Jakiś czas temu pisałam o ciekawej inicjatywie przyznania Lost Man Booker. Jury wybrało już finalistów i na te książki będzie można głosować w internecie na stronie www.themanbookerprize.com.

Oto lista 6 książek ubiegających się o Nagrodę Lost Booker:

"The Birds on the Trees" Nina Bawden

"Troubles"/"Niepokoje" JG Farrell

"The Bay of Noon" Shirley Hazzard

"Fire From Heaven" Mary Renault

"The Driver's Seat" Muriel Spark

"The Vivisector"/"Wiwisekcja" Patrick White

 

Bardzo się cieszę, że w finale znalazła się Muriel Spark, bo to moja faworytka. Już na nią oddałam swój głos.

 

09:59, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 marca 2010

"Książki to fetysze, rzecz wiadoma, a ich czytanie, a jeszcze bardziej kolekcjonowanie, to sprawa wielce intymna i podniecająca."

Nie mogłam się oprzeć zacytowaniu Krzysztofa Vargi! Powyższe zdanie otwiera dzisiejszy felieton Vargi w Dużym Formacie (za kilka dni tekst będzie dostępny online na Wyborcza.pl). W zasadzie nie mam ochoty pisać o tym felietonie (swoją drogą bardzo ciekawy i przyjemny), chciałam tylko, żeby jego pierwsze zdanie znalazło się na moim blogu :)

 

11:00, sylwiapecyna , prasa
Link Komentarze (4) »
środa, 24 marca 2010

Sherman Alexie został nagrodzony za książkę "War Dances". O Nagrodzie  PEN/Faulkner pisałam tutaj. "War Dances" to zbiór wierszy i opowiadań. Z tego co wiem, Alexie nie był tłumaczony na polski. W Stanach znany jest głównie za sprawą swojej powieści dla młodzieży "The Absolutely True Diary of a Part-Time Indian".

 

09:35, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 marca 2010

Gdy zaczynałam czytać "Zamek" Franza Kafki panowała jeszcze absurdalna zima, która nie wiadomo dlaczego nie chciała się skończyć. Klimat ten idealnie pasował do książki Kafki, w której wioska położona u podnóża góry zamkowej zasypana jest śniegiem, a pogoda często uniemożliwia bohaterowi działania. Na szczęście wczoraj mieliśmy pierwszy dzień wiosny, śnieg prawie całkiem stopniał, a ja skończyłam czytać "Zamek".

Bohaterem powieści jest K., który przybywa na Zamek jako geometra, aby wykonać zlecenie. W rzeczywistości na Zamek nigdy nie dociera, ponieważ niekończący się ciąg niepomyślnych okoliczności zatrzymuje go w wiosce. K. jest bardzo słaby fizycznie, szybko się męczy, zdarza mu się zasnąć w ważnych momentach. Jednak na początku książki jest on pewnym siebie specjalistą, nawet trochę wyniosłym, który gardzi chłopami ze wsi. Z każdym dniem przeciwności i upokorzenia powoli go niszczą, tak że pod koniec uważa się on za nikogo i za łaskę uznaje możliwość przebywania z prostymi pokojówkami.

Relacje K. z napotkanymi ludźmi, nawet z jego narzeczoną, to tak naprawdę ciągła gra i walka sił. Każdą znajomość K. (i nie tylko on) ocenia pod względem korzyści, jakie może mu ona dać. Wszyscy chcą wszystkimi manipulować i często im się to udaje za pomocą wywodów, które są trochę jak pranie mózgu. Chociaż K. jest we wsi osobą z zewnątrz, nie zna dobrze panujących tu stosunków i wszyscy zarzucają mu, że jest naiwny jak dziecko, to bardzo szybko zaczyna on stosować chwyty i uniki, które mają poprawić jego sytuację kosztem innych.

W Posłowiu zamieszczonym w moim wydaniu (Wydawnictwo Zielona Sowa, 2004, posłowie Mariusz Czaja), przeczytałam, że niektórzy interpretatorzy zwracają uwagę na tradycję żydowską, w której wychowany był Kafka i widzą w Zamku symbol Biblii. K. prowadząc rozmowy z kolejnymi napotkanymi osobami wysłuchuje ich "komentarza do Słowa", a następnie podejmuje z nimi dialog, tak jak w naukach talmudycznych. Taka droga interpretacji wydaje mi się bardzo ciekawa. Niektóre postaci w "Zamku" noszą imiona biblijne, co może jeszcze zachęcać to takiego spojrzenia na powieść. Z kolei bardzo popularne interpretacje totalitarne Kafki (popularne przynajmniej, gdy ja byłam w liceum), wydają mi się mało ciekawe. O wiele bardziej interesujące wydaje mi się badanie relacji damsko-męskich, które są dosyć nietypowe u Kafki i z pewnością dają ogromne pole do popisu psychoanalizie.

 

 

19:45, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 marca 2010

Rok temu pierwszy raz usłyszałam o chilijskim psiarzu Robercie Bolaño oraz zetknęłam się z jego tekstami - pisałam o tym TUTAJ. Od tamtej pory miałam ochotę przeczytać jakąś jego powieść, a gdy nadarzyła się okazja kupić jego ostatnie dzieło "2666", ani przez chwilę się nie wahałam. Książka okazała się monumentalną powieścią, 900 stron zapełnionych małym druczkiem.

 

 

"2666" Roberto Bolano

 

"2666" Roberto Bolaño podzielone jest strukturalnie na 5 obszernych części. Książka zaczyna się od czegoś na wzór campus novel w klimacie Davida Lodge'a. Poznajemy historię 4 krytyków, którzy specjalizują się w prozie bardzo enigmatycznego niemieckiego autora, piszącego pod nazwiskiem Benno von Archimboldi. Śledzimy ich los, kariery, romanse, aż do momentu, w którym odwiedzają meksykańskie miasteczko Santa Terasa przy granicy amerykańskiej. To fikcyjne miasto (ale wzorowane na prawdziwym meksykańskim mieście w stanie Sonora) jest punktem centralnym, tam zbiegają się losy bohaterów z wszystkich 5 części.

Tajemnicę życia Benno von Archimboldi poznajemy w ostatniej części książki, która jest swoistym Bildungsroman. Bolaño pokazuje nam losy przyszłego pisarza od momentu jego poczęcia. Ponieważ najważniejszy okres dla ukształtowania się tożsamości Archimboldiego przypada na okres II Wojny Światowej oraz lata powojenne, otrzymujemy równocześnie powieść wojenną poruszającą najważniejsze dla Europy tamtego okresu tematy.

A co znajduje się pomiędzy? Przede wszystkim swoisty kryminał. W mieście Santa Teresa przez wiele lat ktoś gwałci i w sposób okrutny zabija kobiety. W sumie ofiar jest 200, a my poznamy historię każdego znalezionego ciała. Przy okazji dowiemy się też co nieco o funkcjonowaniu meksykańskiej policji.

Powieść "2666" jest tak długa, ponieważ temat każdej z 5 części jest szczegółowo potraktowany i opowiedziany chronologicznie. Bolaño nie szczędzi nam detali z życia swoich bohaterów, nawet jeśli wydają się one nieznaczące. Poza tym często pojawiają się dygresje, poboczne wątki są rozwijane, przytaczane są historie trzecioplanowych postaci.

Przy takim rozmiarze, nie dziwi zakres poruszanych przez Bolaño tematów. Jednym z ważniejszych jest literatura. Poza tym natura zbrodni i władzy, szaleństwo, rasizm...

Mam poczucie, że nie udało mi się wychwycić ogólnego znaczenia tej książki. "2666" to dzieło, które sprawia ogromną przyjemność podczas lektury, ale przydałoby się też poczytać trochę prac krytycznych na jego temat, żeby lepiej je zrozumieć. Biorąc pod uwagę popularność, jaką cieszy się obecnie twórczość nie żyjącego już Roberto Bolaño, z pewnością niedługo pojawią się ciekawe monografie.

W Polsce już niedługo Wydawnictwo Muza wypuści na rynek jedną z najpopularniejszych powieści Bolaño "Dzicy detektywi".

 

 

19:15, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (3) »
środa, 03 marca 2010

To podobno dzisiaj! 3 marca to Międzynarodowy Dzień Pisarzy. W związku z tym chyba wypada im życzyć weny twórczej :)

Komu, z żyjących pisarzy, chcielibyście w szczególności złożyć dzisiaj życzenia?

 

laurka dla pisarzy

 

11:12, sylwiapecyna
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 marca 2010

Ponieważ wybieram się dzisiaj na "Alicję w Karinie Czarów" Tima Burtona, która jest de facto ekranizacją "Po drugiej stronie lustra", postanowiłam sobie przypomnieć, co działo się w pierwszej części i sięgnęłam po "Alice's Adventures In Wonderland" Lewisa Carrolla. Jak łatwo można zgadnąć, lektura sprawiła mi ogromną przyjemność. Chociaż pierwsze rozdziały, gdy Alicja w kółko rośnie i maleje, trochę mnie nużyły, to wnioski, do których zmiana wzrostu doprowadza bohaterkę, są dla mnie najwartościowsze w całej historii. Chodzi mi o sposób postrzegania "ja", naszej tożsamości, jako czegoś zmiennego, jako procesu. Dzisiaj nie jestem już tym, kim byłam wczoraj.

 

Alicja w Krainie Czarów

 

Druga część książki, w której Alicja spotyka najdziwniejsze postaci i prowadzi z nimi zabawne i absurdalne rozmowy, jest jeszcze fajniejsza. Wprawdzie nie jestem w stanie docenić zmienionych wierszyków tak takim stopniu, w jakim robiły to wiktoriańskie dzieci, znające oryginał, ale i tak uważam je za śmieszne.

W moim wydaniu (Penguin Popular Classics) zamieszczone są oryginalne rysunki Sir Johna Tenniela z pierwszego wydania. W niektórych sytuacjach były one bardzo pomocne - np. jak wygląda Mock Turtle (Żółwiciel)?

Nie mogę się już doczekać spotkania z postaciami z "Alicji" w filmie...

 

09:48, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (4) »
KinoPomoc_205x128