o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
środa, 25 marca 2009

Książka Kiran Desai "The Inheritance of Loss" to powieść o nienawiści, wstydzie i upokorzeniu. To historia grupki ludzi związanych z miejscem u podnóża trzeciej co do wielkości góry świata - himalajskiej Kanczendzongi. To miejsce - Kalimpong w rejonie Darjeeling - zamienia się ze spokojnej osady dla emerytów w centrum zamieszek wywołanych dążeniami niepodległościowymi Gurków (jest rok 1986). Część akcji rozgrywa się w USA, gdzie młody Hindus próbuje ułożyć sobie życie jako emigrant, a także w pamięci sędziego Patela, którego na starość zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia.

Chociaż tematyka jest bardzo smutna, a losy żadnego z bohaterów nie kończą się szczęśliwie, powieść Desai wcale nie jest ponura. Niesprawiedliwość losu pojedynczego człowieka i całych narodów to temat rzeczywiście przygnębiający, ale autorce udaje się zachować ton lekki i anegdotyczny. To zapewne dzięki podziałowi ksiązki na rozdziały, a rozdziałów na krótsze fragmenty. Charakterystyczne dla tego stylu jest również częste używanie pytań retorycznych, zarówno w dialogach i monologach postaci, jaki i w ustach narratora.

Powieść "The Inheritance of Loss" zdobyła w 2006 roku Bookera, a tym samym Desai dołączyła do grona indyjskich autorów-laureatów nagrody. Nic więc dziwnego, że jej książka była i jest porównywana do "Dzieci północy" (Midnight's Children) i "Bóg rzeczy małych" (The God of Small Things). Z tych trzech pozycji najlepsza wydaje mi się Arundhati Roy i jej "The God of Small Things". Zarzucano jej, że wprowadza temat kazirodztwa tylko po to, żeby wywołać skandal i zdobyć sławę. Ale przynajmniej jej książka potrafiła poruszyć, natomiast "The Inheritence of Loss" nie wywołało we mnie żadnych emocji. Od zeszłego roku grono powiększyło się o Aravinda Adigę i jego "Białego tygrysa", ale tej ksiązki nie czytałam.

15:43, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 marca 2009

W Guardian Review z 07.03.2009 Jeanette Winterson pisze o Shakespeare and Company - słynnej angielskojęzycznej księgarni w centrum Paryża. Została ona założona (pierwotnie pod inną nazwą) w 1951 roku przez Anglika - Georga Whitmana.  Obecnie ma on 93 lata i ciągle czyta jedna książkę dziennie, ponieważ nie wierzy w marnotrawstwo czasu. Oczywiście, jest już na emeryturze, sklep prowadzi teraz jego córka. Ale wcześniej George czytał tak samo dużo. W Shakespeare and Company mogą znaleźć schronienie pisarze i miłośnicy literatury. Mogą za darmo nocować, jeśli pomagają w prowadzeniu sklepu i czytają jedną książkę dziennie. Wyjątkiem mogą być wielotomowe powieści XIX-wieczne, można na nie poświęcić dwa dni.

Czy rzeczywiście można przeczytać codziennie całą jedną nową książkę? Przy 8-godzinnym dniu pracy, dojazdach, zakupach, sprzątaniu, gotowaniu, kinie, spotkaniach ze znajomymi, itd. wydaje mi się to niemożliwe. Być może na emeryturze? Albo jest to po prostu kwestia samodyscypliny. W końcu pan Whitman prowadził księgarnię, własny ineteres, i potrafił trzymać poziom, który sobie wyznaczył. Pewnie dzięki temu jest teraz 93-letnim staruszkiem w pełni władz umysłowych. Gratulacje!

18:42, sylwiapecyna , prasa
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 marca 2009

Od kiedy w Warszawie po raz pierwszy Muzeum Powstania Warszawskiego zorganizowało festiwal "Niewinni Czarodzieje" (w 2006 roku pod hasłem "Co ZŁEGO to my"), chciałam przeczytać książkę Leopolda Tyrmanda "Zły", która była inspiracją pierwszej edycji imprezy. Nie udawało mi się na nią natrafić w księgarniach, ale przyznam się, że też zbyt zawzięcie nie szukałam. Często na półkach natykałam się na inne pozycje Tyrmanda, ale mnie interesowała tylko ta jedna powieść. W końcu w zeszłym miesiącu całkiem przypadkiem natknęłam się na "Złego" w EMPiKu i od razu rozpoczęłam lekturę. Ale ponieważ powieść liczy ponad 500 stron, trochę czasu upłynęło zanim ją skończyłam.

Na jednej z pierwszych stron powieści Tyrmand wkłada w usta bohatera taki oto słowa: "Wydaje mi się, że metoda indukcyjna w stylu niezapomnianego Sherlocka Holmesa na nic się tu nie przyda. To jest warszawska sprawa, jak sądzę; tu należy szukać wyjaśnień w problemach i tradycjach naszego miasta, w jego nastrojach i kolorycie. Stara, klasyczna, detektywna szkoła zawodzi w takich wypadkach, gubi się w jaskrawościach warszawskich sytuacji i warszawskich temperamentów." Rzeczywiście, jeśli "Zły" jest powieścią kryminalną, to jest to kryminał zupełnie inny od klasycznych "whodunit". Oczywiście mamy tajemnicę, która w pełnie zostanie rozwiana dopiero na samym końcu, ale wcale nie o to w książce chodzi. Czytelnik nie analizuje wskazówek i nie rozgryza sprawy, tylko śledzi losy bardzo ciekawych bohaterów. Tak naprawdę, mam wrażenie, że Tyrmand używa konwencji kryminału tylko po to, żeby mieć pretekst do opisania miasta Warszawy i jej chuliganów i przestępców. Moim zdaniem "Zły" to po prostu powieść łotrzykowska, tylko, że z większą ilością "głównych" bohaterów.

 

Chausson

Autobus Chausson, który odegrał ważną rolę w jednym z pościgów ulicami Warszawy. Więcej na temat tego pojazdu tutaj.

 

Z tyłu okładki znalazłam także określenie "romans brukowy". Rzeczywiście, stosunki damsko-męskie urozmaicają powieść, ale to nie jest jej sedno. Tyrmand bardzo zręcznie przedstawia gmatwaninę uczuć osób zakochanych, ale kiepsko wychodzą mu miłosne dialogi. A może się mylę? Może pięćdziesiąt lat temu kochankowie rzeczywiście tak do siebie mówili? Tylko że pozostałe dialogi, chociaż pełne są wyrażeń i gwary, która już wymarła, nie wydają mi się sztuczne.

Kwestie moralności i etosu przedstawione są w sposób bardzo delikatny. Mamy podział na ludzi honoru i bandziorów, ale czasami on się zaciera. Zwłaszcza w przypadku tytułowego bohatera ZŁEGO. Tyrmand pozostawia ocenę czytelnikom, którzy muszą sami zdecydować, czy ZŁY to morderca i rozróbiarz, działający poza prawem, czy też dzielny bojownik o ład społeczny. Na końcu powieści ma to ułatwić "spowiedź" ZŁEGO, który opowiada porucznikowi Dziarskiemu historię swojego życia.

Ale tak naprawdę, "Zły" to powieść o Warszawie. "Mojemu rodzinnemu miastu - Warszawie". Ta dedykacja mówi sama za siebie. "Zły" to książka o warszawskich ulicach, parkach, kawiarniach, melinach; o mieszkańcach Warszawy; o jej instytucjach; o warszawskich zwyczajach i warszawskim języku. Akcja rozgrywa się w roku 1954, kiedy miasto podniosło się już z największej ruiny, ale nadal musi wkładać cały swój wysiłek w odbudowę wojennych zniszczeń. Opisane przez Tyrmanda miejsca, ulice, nadal istnieją i dobrze je znam, ale są one zupełnie inne. Tam gdzie kiedyś były ruiny jakiegoś budynku, teraz pełno wieżowców, itd. Bardzo dziwne to uczucie (ale też bardzo przyjemne), czytać "Złego" jadąc autobusem i przejeżdżając obok miejsce, w którym w tym właśnie momencie powieści przebywają jej bohaterowie! Nie potrafię zaręczyć, że ta książka spodoba się osobom spoza Warszawy... być może cały jej urok to właśnie lokalny koloryt.

"Zły" to nie jest wiekla powieść, bo wielkie powieści są ponadczasowe. W "Złym" najważniejsza jest teraźniejszość ('54) Warszawy, a nie ponadczasowość.W tej książce to nie przesłanie jest ważne, czyli nie prawda uniwersalna. Ważne dla Tyrmanda było, żeby jak najszczegółowiej opisać Warszawę 1954 roku i uchwycić tamten klimat zanim przeminie. Dlatego powieść jest bardzo epizodyczna, widać to wyraźnie w scenach z Szają (młodym, ale zdolnym bandziorem) - jest ich bardzo wiele, ale są krótkie i prawie nic nie wnoszą do akcji - są tam po to, żeby jak najszczegółowiej pokazać warszawski półświatek.

Ksiązka została wydana w 1955 roku, więc nasuwa to od razu pytanie o krytykę PRL. Kwestie polityczne są taktownie pomijane, wyraźniejsza krytyka pojawia się w dwóch momentach:  historia Legacha (prywatnego przedsiębiorcy, który próbował zarabiać pieniądze oszukując państwo, ponieważ innej możliwości system nie dawał) oraz wywodach młodej sędziny na temat przyczyn chuligaństwa (młodzież nie ma zapewnionej rozrywki, tylko praca i uspołecznianie).

Na koniec zdjęcia z podziemi Hotelu Europejskiego, które w listopadzie 2006 roku zamieniły się w Warszawę lat 50-tych prosto z kart powieści Leopolda Tyrmanda:

Niewinni Czarodzieje

Niewinni Czarodzieje

 

12:09, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (1) »
środa, 18 marca 2009

Francuski portal Télérama zapytał 100 pisarzy o ich ulubione książki. Na podstawie ich odpowiedzi powstała lista, która na pewno będzie opiniotwórcza - w końcu zdanie intelektualistów francuskich liczy się na świecie. Tyle tylko, że na liście znajdują się same klasyki.

Najpopularniejszymi pisarzami okazali się: Marcel Proust, William Faulkner, Gustaw Flaubert, Dostojewski, Virginia Woolf, James Joyce, Franz Kafka, Louis-Ferdinand Céline, Samuel Beckett i Arthur Rimbaud.

A oto ksiązki, które zajęły najwyższe pozycje na liście:

1. "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcel Proust - czytałm tylko dwie pierwsze części i bardzo mi się podobały. Niestety kolejne cztery są równie opasłe i nie znalazłam w sobie wystarczająco zapału, żeby je przeczytać. Na razie...

2. "Ulisses" James Joyce - bezapelacyjnie genialna książka. Można ją w pełni docenić tylko czytając ją kilkakrotnie.

3. "Iliada" i "Odyseja" Homer - czytałam w liceum z konieczności, powtórna lektura na studiach była już przyjemniejsza.

4. "Księżna de Clèves" Madame de La Fayette - nie znam.

5. "Wściekłość i wrzask" William Faulkner - tej książki nie czytałam, ale byłam pod sporym wrażeniem "As I Lay Dying" ("Kiedy umieram").

6. "Absalomie, Absalomie!" William Faulkner

7.  "Kwiaty zła" Charles Baudelaire - na temat poezji nie mam odwagi się wypowiadać.

8. "Pod wulkanem" Malcolm Lowry - nie znam.

9. "Don Kichot" Miguel de Cervantès - zaczęłam czytać w młodości, ale nie skończyłam. Może inaczej będzie, jeśli sięgnę po tą lekturę teraz.

10."Szkoła uczuć" Gustaw Flaubert - zachwycona "Madame Bovary" sięgnęłam po tę powieść, ale się rozczarowałam.

10:45, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »

Orange Prize for Fiction to nagroda przyznawana od 1996 roku. Ustanowiono ją, aby promować pisarki, dlatego tylko kobiety mogą być do nagrody nominowane. Również w jury każdego roku zasiadają jedynie kobiety. Jak wskazuje nazwa, sponsorem nagrody jest firma telekomunikacyjna Orange.

Ogłoszono właśnie pierwszą listę książek nominowanych do nagrody w 2009 roku:

Debra Adelaide The Household Guide to Dying

Gaynor Arnold Girl in a Blue Dress

Lissa Evans Their Finest Hour and a Half

Bernadine Evaristo Blonde Roots

Ellen Feldman Scottsboro

Laura Fish Strange Music

V.V. Ganeshananthan Love Marriage

Allegra Goodman Intuition

Samantha Harvey The Wilderness

Samantha Hunt The Invention of Everything Else

Michelle de Kretser The Lost Dog

Deirdre Madden Molly Fox’s Birthday

Toni Morrison A Mercy

Gina Ochsner The Russian Dreambook of Colour and Flight

Marilynne Robinson Home

Preeta Samarasan Evening is the Whole Day

Kamila Shamsie Burnt Shadows

Curtis Sittenfeld American Wife

Miriam Toews The Flying Troutmans

Ann Weisgarber The Personal History of Rachel DuPree

 

09:38, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009

Youssef Ziedan - egpiski profesor - otrzymał prestiżową nagrodę International Prize for Arabic Fiction za swoją powieść "Beelzebub (Azazil)".Do tej pory Ziedan znany był głównie ze swoich prac naukowych dotyczących sufizmu, arabskiej medycyny, filozofii islamu i aleksandryjskich manuskryptów.

Akcja nagrodzonej powieści rozgrywa się w V wieku n.e. i opowiada o początkach chrześcijaństwa w Egipcie i Syrii. Wywołała ona dużo kontrowersji, ze względu na sposób przedstawienia św. Cyryla, jednego z ojców kościoła koptyjskiego. Z tego względu nazywana jest "arabksim Kodem Da Vinci". Książka zostanie niedługo wydana po angielsku.

09:42, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2009

Czytając artykuł Salmana Rushdiego o adaptacjach filmowych natknęłam się na tytuł "Possession: A Romance" ("Opętanie"). Przypomniała mi się ogromna przyjemność, jaką odczuwałam czytając tę powieść A.S. Byatt. Była to lektura prawdziwie emocjonująca, ponieważ, jak wskazuje podtytuł, książka jest romansem - ale detektywistycznym.

Książka bardzo wciąga, jest zbudowana na zasadzie suspensu. Mamy tajemnicę, zagadkę literacko-biograficzną. Jest to historia związku dwójki wiktoriańskich poetów, Randolpha Henrego Ash i Christabel LaMotte, który pozostawał tajemnicą przez 100 lat. Plan historyczny przeplata się ze współczesną historią, która też jest bardzo fascynująca. Grupa literatów próbuje dociec prawdy i poznać wszystkie tajemnice związane z historią zakazanego związku sprzed wieku. W grę wchodzą bardzo cenne manuskrypty, więc niektórzy bohaterowie uciekają się do intryg i podstępów.

Romans rozgrywa się nie tylko na planie wiktoriańskim. Także pomiędzy współczesnymi bohaterami - Rolandem Michell i Dr. Maud Bailey- rodzi się uczucie, które napotyka trudności.

Na samym początku lektury, książka mi się nie podobała. Denerwował mnie styl, którym posłużyła się Byatt. Jednak po kilkudziesięciu stronach diametralnie zmieniło się moje podejście do powieści i zaczęłam ją czytać z wypiekami na twarzy. Byłam także pełna podziwu dla długich wiktoriańskich poematów, które Byatt stworzyła specjalnie na potrzeby książki. Zupełnie genialne jest także zakończenie - którego nie mogę zdradzić, żeby nikomu nie zepsuć przyjemności.

Film "Opętanie" nakręcony na podstawie powieści nie jest w stanie przekazać nawet odrobiny emocji, które odczuwa się czytając powieść.

12:06, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 marca 2009

Książka Roberto Bolaño "2666" otrzymała prestiżową nagrodę National Book Critics Circle. Nagroda jest przyznawana przez amerykańskie stowarzyszenie krytyków literackich NBCC.

Nowe nieznane powieści Roberto Bolaño

Roberto Bolaño - pierwsze wrażenia

 

W kategorii biogrfia, nagrodę NBCC otrzymał Patrick French za biografię VS Naipaula "The World Is What It Is".

14:16, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 marca 2009

Ogłoszono zwycięzców Commonwealth Writers' Prize z poszczególnych regionów. Spośród nich zostaną wybrane dwie książki (Najlepsza książka i Najlepsza pierwsza książka), które otrzymają główną nagrodę Commonwealth.

Najlepsza Książka:

Afryka -  Mandla Langa (RPA) "The Lost Colours of the Chameleon"

Kanada i Karaiby -  Marina Endicott (Kanada) "Good to a Fault"

Europa i Południowa Azja - Jhumpa Lahiri (Wlk. Brytania) "Unaccustomed Earth"

Południowo-wschodnia Azja i Pacyfik - Christos Tsiolkas (Australia) "The Slap"

 

Najlepsza pierwsza kziążka:

Afryka -  Uwem Akpan (Nigeria) "Say You're One of Them"

Kanada i Karaiby -  Joan Thomas (Kanada) "Reading by Lightning"

Europa i Południowa Azja - Mohammed Hanif (Pakistan) "A Case of Exploding Mangoes"

Południowo-wschodnia Azja i Pacyfik - Mo Zhi Hong (Nowa Zelandia) "The Year of the Shanghai Shark"

 

Autorzy zwycięzkich książek otrzymali po 1000 funtów.

11:24, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009

Ostatnie lata swojego życia chilijski pisarz Roberto Bolaño spędził w Hiszpanii, na Costa Brava. Zmarł w 2003 roku, pośmiertnie wydano jego powieść "2666", a na ostatnich Targach Książki we Frankfurcie zaprezentowano jeszcze jedną jego do tamtej pory nieznaną książkę "El Tercer Reich".

Teraz w dokumentach pozostawionych przez pisarza w Hiszpanii odnaleziono kolejne dwie nowe powieści: "Diorama" i "Los sinsabores del verdadero policía o Asesinos de Sonora" (Problemy prawdziwego oficera policji). Podobno wśród tych papierów znaleziono także szóstą część "2666". Podobno - agencja literacka, która zajmuje się dorobkiem Bolaño nie potwierdziła tych informacji (podała je La Vanguardia).

Moje wrażenia na temat prozy Roberto Bolaño znajdziecie tutaj.

 

09:44, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 marca 2009

Pisałam już o badaniach przeprowadzancyh w Wielkiej Brytanii z okazji National Year of Reading. Podobne badania znowu zostały przeprowadzone, tym razem z okazji Światowego Dnia Książki. Wyniki są podobne - Brytyjczycy czętso kłamią, że przeczytali książkę, aby zrobić dobre wrażenie. A jakie książki należy znać, żeby się nie skompromitować? "1984" Georga Orwella, "Wojnę i pokój" Tołstoja, "Ulisesa" Jamesa Joyce'a oraz Biblię. A tak w rzeczywsitości Brytyjczycy najbardziej lubią czytać JK Rowling, Johna Grishama, Jilly Cooper i Jeffreya Archera.

Mam przeczucie, że jeśli chodzi o książki, o których kłamią Polacy, to lista by się pokryła. Ja akurat wszystkie te cztery książki czytałam i polecam - ich lektura daje ogromną przyjemność, a potem nie trzeba kłamać ;)

 

09:44, sylwiapecyna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 marca 2009

Salman Rushdie skrytykował "Slumdog. Milioner z ulicy", ponieważ według niego film nie ma nic wspólnego z indyjską rzeczywistością. Teraz w Guardianie pisarz zastanawia się, czy w ogóle jest możliwa dobra adaptacja filmowa książki.

Najgorsze adaptacje ever wg. Rusdiego to "Podróż do Indii" i "Okruchy dnia". Ale reżyser zganiony za "Podróż" (David Lean) zostaje pochwalony za "Wielkie nadzieje". A to nie jedyna adaptacja, którą Rushdie ceni, pozostałe to: "Wiek niewinności", "Lampart", "Wide Blood". Kilka linijek Rushdie poświęca na wychwalanie "Pamiętników znalezionych w Saragossie" - zarówno książki Potockiego, jak i filmu Hasa. Także "Blaszany bębenek" jest dowodem na to, że dobre adaptacje istnieją.

Salman Rushdie uważa, że podczas adaptacji, zawsze coś zostaje utracone, ale też coś zyskujemy. Tak jak w procesie marynowania, o którym w "Dzieciach północy" mówi Saleem. Najważniejsze, to rozpoznać, co jest esencją i ja zachować. W przypadku dzieł literackich, w których esencją jest sam język (nie historia, czy konstrukcja), adaptacja filmowa wydaje się praktycznie niemożliwa.

Nawiązując do tegorocznych Oscarów, za adaptacje nie mającą nic wspólnego z oryginałem Rushdie uważa "Ciekawy przypadek benjamina Buttona". Poza tym film "nie ma nic do powiedzenia" (z tym akurat w pełni się zgadzam, po 3 godzinach w kinie miałam wrażenie, że obejrzałam film o niczym). Jak już wspominałam, "Slumdog" nie przypadł Rushdiemu do gustu - nie tylko sama adaptacja, ale książka także. O wiele lepszą opinią cieszą się adaptacje zeszłorocznych Oscarów: "To nie jest kraj dla starych ludzi" i "Aż poleje się krew".

Rushdie mówiąc o adaptacji, myśli nie tylko o sztuce, także o życiu. Jednostki i społeczeństwa muszą się adaptować i przystosowywać, ale muszą także wiedzieć, co jest tą esencją, którą trzeba zachować.

Ciekawostka, o której można przeczytać w tym artykule: Slaman Rushdie został zaproszony do udziału w ostatniej edycji amerykańskiego "Tańca z gwiazdami", ale odmówił. Natomiast pisarz nie wspomina, że sam wystąpił w filmie - adaptacji "Dziennika Bridget Jones".

08:54, sylwiapecyna , prasa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 marca 2009

Oto oświadczenie Daniela Barenboima (pianista, dyrygent, przyjaciel Edwarda Saida, z którym założył orkiestrę arabskich i żydowskich muzyków):

"W ciągu ostatnich czterdziestu lat historia udowodniła, że konfliktu izraelsko-palestyńskiego nie da się rozwiązać przemocą. Teraz każdy wysiłek, wszystkie możliwe środki i zasoby wyobraźni i refleksji powinny zostać użyte w celu znalezienia nowej drogi. Nowej inicjatywy, która łagodzi strach i cierpienie, zdaje sobie sprawę z wyrządzonych niesprawiedliwości i prowadzi do zapewnienia bezpieczeństwa zarówno Izraelitom jak i Palestyńczykom. Nowej inicjatywy, która wymusza wspólną odpowiedzialność wszystkich stron: aby zapewnić równe prawa i godność obydwu narodom, i zapewnić każdej osobie prawo do wybicia się ponad przeszłość i skupienia się na przyszłości."

Pod tym oświadczeniem podpisali się między innymi pisarze: Paul Coelho, J.M. Coetzee, Umberto Eco, Nadine Gordimer, Günter Grass, Elfriede Jelinek, Yaşar Kemal, Stephen King, J.M.G. Le Clézio, Orhan Pamuk. Podpisało się także wiele osób ze świata sztuki i rozrywki: Plácido Domingo, Ralph Fiennes, Jodie Foster, Susan Sarandon, Meryl Streep, Tilda Swinton, Uma Thurman, Wim Wenders, oraz całe zespoły filharmonii i orkiestry (np. la Scala).

18:06, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
KinoPomoc_205x128