o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
niedziela, 30 listopada 2008

Jutro zaczyna się grudzień, ostatni miesiąc roku, a więc czas podsumowań. Guardian Review już poprosił znanych pisarzy o wybranie ich ulubionych lektur mijającego roku. Wśród tych pisarzy znalazł się Hari Kunzru - w Polsce praktycznie nieznany, ale Granta uznała go w 2003 roku za jednego z najlepszych młodych pisarzy brytyjskich. Obecnie mieszka on w USA i właśnie ze względu na tęsknotę za ojczyzną, wśród najciekawszych książek przeczytanych w 2008 roku wymienia album wystawy No Such Thing As Society: Photography in Britain 1967-1987 . Piszę o tym, ponieważ zdjęcia te można właśnie teraz obejrzeć w Polsce, w Warszawie, w Centrum Sztuki Współczesnej. Wystawa potrwa do 11 stycznia - gorąco polecam, widziałam ją kilka dni temu i bardzo mi się podobała. Zdjęcia pokazują zwyczajne życie, często na prowincji. Dużo portretów i industrialnych krajoobrazów.

W tym samy numerze mamy także recenzję ksiązki Pawła Huelle "Ostatnia wieczerza" i to autorstwa samego Michaela Fabera. Niestety mało przychylna...

21:39, sylwiapecyna , prasa
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 listopada 2008

Bad Sex in Fiction award 2008, o której pisałam kilka dni temu, została już przyznana. Wygrała Rachel Johnson za sceny łóżkowe w powieści "Shire Hell". Zasłużyła sobie na ten tytuł dzięki użyciu bardzo kiepskich metafor, zwłaszcza zwierzęcych metafor.

Doceniony zosta także John Updike - otrzymał nagrodę za szczególne osiągniecia (tzn. bycie nominowanym do nagrody przez 4 lata z rzędu).

09:13, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 listopada 2008

"On Chesil Beach" Ian Mcewan'a jest książką wyjątkową. Wyjątkowy i niezwykły jest jej klimat, ale także wyjątkowy jest sposób pisania - nietypowy dla McIwana.

Po pierwsze, inny jest narrator - już od pierwszego zdania nazywa wszystko po imieniu, tłumaczy i naświetla: "Tej nocy, ich nocy poślubnej, byli młodzi, wykształceni i oboje dziewicami, a żyli w czasach, kiedy rozmowa o problemach z seksem była po prostu niemożliwa". Tak poznajemy Edwarda i Florence, ale także sytuacje społeczną i polityczną w Wielkiej Brytanii w 1962 roku. Narrator używa bohaterów, żeby zdiagnozować społeczeństwo. To przypomina mi styl zupełnie innego pisarza, Davida Lodge'a i jego "How Far Can You Go" (Gdzie leży granica?).

Jak widać po otwierającym zdaniu, powieść zaczyna się in medias res. Od razu znajdujemy się z bohaterami w momencie najważniejszym dla całej konstrukcji książki - w chwili, gdy rozpoczyna się ich miesiąc miodowy. Przeżywamy z nimi kolejne chwile pełnej napięcia nocy poślubnej. Od początku czujemy, że nieuchronnie zbliża się jakaś katastrofa, nieszczęście wisi w powietrzu. Konfrontacja podniecania i egzaltacji Edwarda z przerażeniem i odrazą Florence musi być tragiczna w skutkach. Dzięki zmianie fokalizera co kilka paragrafów, McEwan zręcznie pokazuje nam dwa zupełnie odmienne punkty widzenia tej samej sytuacji, a także kompletny brak zrozumienia. Edward i Florence cały czas mylnie odczytują wysyłane sobie sygnały.

Chesil Beach

Chesil Beach, gdzie rozgrywa się akcja powieści

Napięcie budowane jest także poprzez suspens - relacja z nocy poślubnej jest kilkakrotnie przerywana. W tych fragmentach cofamy się w czasie, aby poznać historię związku Edwarda i Florence. To właśnie te części powieści oferują najgłębszą analizę pokolenia i epoki.

Chesil Beach

Zakończenie powieści to w pewnym sensie anti-climax (tak samo zresztą jak noc poślubna bohaterów). Nie jest to rozczarowanie - książka jest napisana mistrzowsko aż do ostatniej sceny. Jest to po prostu totalny brak emocji. Nie mogło być jednak inaczej - po 150 stronach napiętej atmosfery musi nastąpić rozluźnienie. Poza tym, zakończenie to metafora życia: w większości przebiega ono bez wielkich scen dramatycznych, zwyczajnie się toczy.

Do końca zagadkowa pozostaje postać Florence. Poznajemy bardzo dokładnie jej myśli i uczucia podczas nocy poślubnej, wiemy także, jak przeżywała poznanie Edwarda i związek z nim. Jednak nie przeczytamy szczegółów na temat jej dzieciństwa (tak jak to jest w przypadku Edwarda), jedynie luźne fragmenty wspomnień. Nie dowiemy się także, jak potoczyło się jej życie po 1962 (o Edwardzie wiemy dokładnie, co robił, a nawet co myślał 40 lat później), jedyna informacja to artykuł prasowy o debiucie jej kwartetu. Tajemnicą pozostaje, co było rzeczywistym problemem Florence. Czy potrzebowała ona jedynie czasu, doświadczenia i wiedzy, aby dojrzeć seksualnie? Czy była jedynie oziębła i nieuświadomiona, ponieważ jej nieczuła matka nie potrafiła jej przekazać wiedzy na temat małżeństwa? A może problem Florence był o wiele poważniejszy? Pewnym tropem są jej stosunki z ojcem, o których prawie nic nie wiemy, ale milczenie przecież może być próbą wyparcia. McEwan w najdelikatniejszy sposób sugeruje, że być może była wykorzystywana przez swojego ojca w dzieciństwie (powracające mgliste wspomnienie z łódki).

Na razie książka nie została przetłumaczona na język polski. Mam nadzieję, że niedługo ktoś podejmie się tego zadania - powieść ma jedynie 166 stron a jest naprawdę świetna.

Ja "On Chesil Beach" dostałam w prezencie - bardzo się cieszę i dziękuję :)

20:06, sylwiapecyna , recenzja
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 24 listopada 2008

Nagrodę Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej książki kryminalnej i sensacyjnej wydanej w 2007 roku otrzymał Zygmunt Miłoszewski za "Uwikłanie".

Jest to zaskoczeniem, ponieważ spekulowane, że nagrodę otrzyma Marcin Świetlicki - autor trylogii "Dwanaście", "Trzynaście", "Jedenaście".

11:05, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 listopada 2008

... może przynieść Ci nagrodę.

Brytyjski magazyn literacki Literary Review przyznaje nagrodę za najgorszą scenę łóżkową w literaturze pięknej - Literary Review Bad Sex in Fiction award. Nagrodę ustanowił w 1993 Auberon Waugh po to, aby: "zniechęcić autorów i wydawców do zamieszczania mało przekonujących, pisanych naprędce, żenujących lub zbędnych fragmentów natury seksualnej w poza tym dobrych powieściach." Magazyn traktuje nagrodę poważnie; zwycięzca ogłaszany jest podczas hucznej ceremonii, jednego roku nagrodę wręczała nawet Courtney Love.

Niestety, nie jest to do końca chlubna nagroda dla pisarzy. Chociaż nie jest ona przyznawana kiepskim powieściom (ma być ostrzeżeniem dla dobrych lub ciekawie zapowiadających się pisarzy), to jednak nie jest prestiżowa. Wśród laureatów mamy takie nazwiska jak: Tom Wolfe, AA Gill, Sebastian Faulks, Melvyn Bragg, Iain Hollingshead, Norman Mailer (nagroda przyznany w 2007 roku, pierwszy raz pośmiertnie).

Ogłoszono juz nominacje do tegorocznej nagrody:

James Buchan "The Gate of Air"
Simon Montefiore "Sashenka"
John Updike "The Widows of Eastwick"
Kathy Lette "To Love, Honour and Betray"
Alastair Campbell "All in the Mind"
Rachel Johnson "Shire Hell"
Isabel Fonseca "Attachment"
Ann Allestree "Triptych of a Young Wolf"
Russell Banks "The Reserve"
Paulo Coelho "Brid"

Nie pokuszę się o tłumaczenie fragmentów, które są nominowane, bo mogłabym zepsuć ich naturalny klimat ;) Możecie je przeczytać tutaj.

10:29, sylwiapecyna , nagrody
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 listopada 2008

Miguel Syjuco otrzymał Man Asian Literary Prize 2008 za swoją pierwszą powieść "Ilustrado". Powieść nie jest jeszcze opublikowana - nagroda ta jest przyznawana angielskojęzycznym autorom azjatyckiego pochodzenia za nieopublikowane dzieła.

Miguel Syjuco jest Filipińczykiem, ale mieszka w Kanadzie. Zajmuje się dziennikarstwem, do tej pory pisał także recenzje i opowiadania.

O nagrodę ubiegały się także następujące książki:

"The Story that Must Not be Told" Kavery Nambisan
"Lost Flamingoes of Bombay" Siddharth Dhanvant Shanghvi
"Brothers" Yu Hua
"The Music Child" Alfred A Yuson

 

09:33, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2008

Dla kogoś, kto jest nieświadomy niespodzianek kryjących się w powieści "The Life and Opinions of Tristram Shandy" (Życie i myśli Tristrama Shandy), książka ta będzie niesamowitym odkryciem i czytanie jej sprawi ogromną radość. Kiedy ja po nią sięgnęłam, znałam już kilka fragmentów i bardzo wiele nasłuchałam się o jej wyjątkowości, tak więc przyjemność była troszkę mniejsza. "Tristama Shandy" często określa się jako "postmodernistyczny klasyk z czasów, kiedy nie było jeszcze nawet modernizmu". Laurence Sterne napisał książkę w latach 1759-1767, ale znacznie wyprzedza ona swoje czasy, spełnia wszystkie kryteria, które stawia się XX wiecznym powieściom postmodernistycznym.

Nie tylko zaburzona jest chronologia - zresztą chronologii tu praktycznie nie ma, powieść opiera się na dygresjach i dygresjach od dygresji. Sterne stosuje także inne współczesne sztuczki, które maja zwrócić uwagę czytelnika na formę i przypomnieć mu, że ma do czynienia z fikcją. W środku tekstu pojawiąją się obrazki, a jedna strona jest cała czarna. Poprzez wszystkie te zabiegi narrator chce być w stałym kontakcie z czytelnikiem.

Nic dziwnego, że uważało się, że powieści nie da się przenieść na ekran. Nawet gdyby przedstawić zdarzenia składające się na historię rodziny Tristrama, zatracony zostałby cały charakter powieści i jej przesłanie. Przesłaniem tym jest myśl, że świat jest chaotyczny, życie wymyka się naszej kontroli i nie da się go zamknąć w kompletnym dziele takim jak powieść, czy film.

Jednak udało się! Frank Cottrell Boyce napisał scenariusz, film wyreżyserował Michael Winterbottom i powstał "A Cock and Bull Story" wydanty właśnie w Polsce na DVD pod tytułem "Tristram Shandy. Wielka ściema".

Film ten to przede wszystkim świetna komedia, przy której można się zrelaksować i rozerwać - czyli klimat powieści został zachowany. Oprócz tego jest to film o kręceniu film - zabieg, który pozwala uchwycić postmodernistyczny charakter, jaki ma literatura, na dużym ekranie (zastosowano go przy ekranizacji "Kochanicy Francuza"). Jest to także film o książce "Tristram Shandy" - bohaterowie o niej dyskutują, wypowiadają się eksperci, książka jest czytana, itd.

Do tego film jest o Stevenie Cooganie - w połowie fikcyjnej w połowie prawdziwej postaci granej w filmie przez Stevena Coogana :)). Dziennikarz, który przeprowadza z nim wywiad, proponuje zatytułować artykuł "Życie i myśli Stevena Coogana" i mógłby to być równie dobrze tytuł tego filmu. Wszyscy, którzy tego aktora znają, domyślają się, że jego kreacja jest świetna.

Nie chcę się za bardzo rozpisywać, ponieważ niedawno ukazało się w polskiej prasie wiele pochlebnych recenzji tego filmu w związku z jego wydaniem na DVD, więc możecie je sobie poczytać. Ja ze swojej strony gorąco polecam!

Recenzje po polsku: Dziennik, Polityka

09:34, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 listopada 2008

W tym roku szokująco duża liczba książek została nominowana do nagrody literackiej Impac Dublin. Na liście znalazło się aż 146 autorów! Pochodzą oni z 41 państw. Pełna lista tutaj.

O nagrodę (wartości 100 tys. Euro) ubiegają się m.in.:

Alan Bennett "The Uncommon Reader" (angielska królowa czyta ksiżąki z wędrownej biblioteki)

J.M. Coetzee "Diary of a Bad Year"

Don DeLillo "Falling Man"

Anne Enright "The Gathering" (zdobywca Bookera 2007)

Doris Lessing "The Cleft"

Mario Vargas Llosa "The Bad Girl"

Ian McEwan "On Chesil Beach"

Haruki Murakami "After Dark"

Joyce Carol Oates "The Gravedigger's Daughter"

Michael Ondaatje "Divisadero"

Philip Roth "Exit Ghost"

Ali Smith "Girl Meets Boy"

Graham SWift "Tomorrow"

Jeanette Winterson "The Stone Gods"

 

29 z nominowanych książek to tłumaczenia, znalazła się wśród nich książka Polaka Pawła Huelle "Castorp". Gratuluję!

Zwycięzcę poznamy 11 czerwca 2009.

09:18, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 listopada 2008

Wręczono dwie najważniejsze francuskie nagrody literackie.

Nagroda Goncourt 2008 - "Syngué sabour" (Kamień cierpliwości) Atiq Rahimi - pisarz jest Afgańczykiem, to jego pierwsza książka napisana po francusku. Jury polskiej nagrody "Lista Goncourtów: polski wybór" także wybrało książkę "Syngué sabour "

Nagroda Renaudot 2008 - "Le roi de Kahel" (Król Kahelu) Tierno Monénembo - pisarz pochodzący z Gwinei, po francusku pisze od 1979.

12:19, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »

Dokładnie pod odwrotnym tytułem - "James Baldwin & Barack Obama" - Colm Tóibín porównuje książkę "Dreams from My Father" z "Notes of a Native Son" (i innymi utworami Baldwina).

Artykuł ukazał się w The New York Review of Books jeszcze przed wyborami w Stanach (numer 16 z 23 października 2008). Obama był tematem numer jeden przez ostatnie dwa tygodnie, możemy czuć już pewien przesyt, ale Tóibín proponuje spojrzenie z innej perspektywy. Traktuje on Obama jak autora książki i przeprowadza analizę porównawczą.

Być może artykuł jest jeszcze dostępny na stronie http://www.nybooks.com , chociaż nie jest to najnowszy numer.

P.S. Pisząc o roli kościoła u Baldwina i Obamay, Tóibín porównuje siłę murzyńskich wspólnot religijnych w USA do władzy, jaką ma (miał) kościół w Polsce i Irlandii.

 

09:35, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 listopada 2008

... czyli w odcinkach.

Bardzo modny sposób tworzenia literatury za czasów Prusa i Dickensa, czy ma szansę sprawdzić się w XXI wieku? Guardian we współpracy z czterami pisarkami postanowił spróbować. Efektem jest "52" - opowiadanie, które ukazuje się od kilku tygodni, a pisane jest przez Jeanette Winterson, Ali Smith, AM Homes i Jackie Kay. Tak więc, eksperyment polega nie tylko na publikowaniu dzieła w trakcie pisania, ale także na współautorstwie. Nazwiska są imponujące, ale czy to może zagwarantować sukces?

Zaczyna się od przygotowań do wesela - w wielkiej wiejskiej rezydencji, mnóstwo gości i fotoreporter z magazynu o celebrytach. Do ślubu nie dochodzi, ale impreza się odbywa, a do tego dzieją się na niej dziwne rzeczy. Opowiadanie ciągnie się dalej i dowiadujemy się, co dzieje się z bohaterami i jakie są skutki wydarzeń tamtej nocy.

Narracja jest głównie w pierwszej osobie, narratorzy co chwila się zmieniają i czasami zajmuje chwilę zorientowanie się, kto teraz mówi. Pierwsze moje skojarzenie było ze "Snem nocy letniej", i jak się okazało słuszne, bo już w 9 części narrator zastanawiając się w jakim jest tekście wymienia "Sen nocy letniej", "Boską Komedię" i "Hamleta". W całym opowiadaniu pojawiają się także inne tytuły, czasem zniekształcone (jak w części 22).

Rozdział 10 to istna metanarracja, samokrytyka. Jest on w formie dialogu trzech czarownic (jak z "Makbeta"), które czytają "52", strzeszczają dotychczasową akcję i zastanawiają się nad sensem wpsółtworzenia opowiadania. Pierwsza czarownica stwierdza, że nie można wspólnie pisać fikcji, że staje się wtedy ona rydwanem zaprzężonym w cztery konie, z których każdy podąża w inną stronę. Rzeczywiście, tak jest z "52" - za dużo historii, postaci, kierunków, w których zmierza opowiadanie.

Rozśmieszył mnie jeden fragment dotyczący Polski. Jedna z bohaterek - "Głupia blondynka" - zakochuje się w ośle i próbuje sobie wytłumaczyć, że to całkiem normalne:

"Pamiętam, jak ojciec opowiadał mi, że w Polsce w dziewiętnastym wieku mężczyzna, który przeleciał owcę, musiał się z nią ożenić na sześć miesięcy. Polska nie jest już romantycznym krajem teraz; ma Starbucksy."

Gdyby to była prawda! Wreszcie moglibyśmy pić cudowną Gingerbread Latte w okresie świątecznym... Niestety, pomimo starań od kilku lat, żeby znaleźć dobre powierzchnie handlowe, firma Starbucks jeszcze nie weszła na nasz rynek.

Do tej pory ukazały się 24 odcinki, możne je przeczytać na stronie Guardiana tutaj. Z ciekawości będę czytała kolejne "raty", ale tylko dlatego, że wydarzenia i psotacie są takie dziwaczne. Ogólnie opowiadanie nie podoba mi się.

18:10, sylwiapecyna , prasa
Link Dodaj komentarz »

Nagrodę Dylana Thomasa i 60.000 funtów otrzymał w tym roku pisarz wietnamskiego pochodzenia Nam Le za zbiór opowiadań "The Boat".

Nagroda przyznawana jest pisarzom poniżej 30 roku życia przez Uniwerystet Walijski od 2006 roku. Jest kontynuacją nagrody Dylana Thomasa ustanowionej w latach 80-tych.

Więcej o nagrodzie i tegorocznym laureacie przeczytacie w Guardianie.

11:10, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 listopada 2008

Książkę "The Innocent" ("Niewinni") Ian McEwan napisał w 1989 roku. Miałam na początku wrażenie, że jest to właśnie taka przejściowa książka pomiędzy dwoma okresami pisarstwa McEwana: pierwszym, mrocznym, dla wielu prezrażającym ("The Cement Garden", "The Comfort of Strangers" - czytając "Comfort" przechodziły mnie ciarki) i drugim, dojrzalszym, głębszym, ale bradziej stonowanym i przez to skierowanym to szerszej grupy czytelników (książki takie jak Atonement). Z tego powodu powieść wydawała mi się trochę nijaka - za chwilę wyjaśnię dokładniej co mam na myśli prez "nijaka".

Mniej więcej w połowie zmieniłam trochę zdanie na temat "The Innocent" - akcja dobiegła do momentu, który pokazuje, że książka ma najważniejszą cechę Mc Ewana. W "Niewinnych", tak jak w każdej innej powieści tego autora, cała historia zbudowana jest wokół jednego wydarzenia. Wydarzenia okropnego, dziwnego, nienormalnego, przerażającego - ale realistycznego. To "coś" przytrafia się zwykłym ludziom, często całkiem przypadkiem, i zmienia ich dotychczasowe życie. Nie mogę napisać, jakie to wydarzenie w "The Innocent" spełnia tę rolę, ze względu na osoby, które jeszcze książki nie czytały a mają ochotę.

 

tunel berliński Zdjęcia ze strony http://www.alliiertenmuseum.de

Tak jak wspomniałam, książka na początku wydaje się nijaka, ponieważ jest połączeniem historii szpiegowskiej (główny bohater, Leonard, pracuje przy budowie tunelu w Berlinie, Operacja Gold) i historii miłosnej (Leonard poznaje Niemkę Marię i zakochuje się w niej). Te dwie historie nie mają ze sobą wiele wspólnego i zastanawiałam się, dlaczego znalazły się w jednej powieści. Okazało się, że to samo zastanawia głównego bohatera, któy jest łącznikiem pomiędzy tymi dwoma światami:

"... (Leonard) nie rozmawiał o (Marii) z nikim w pracy, a z nią nie mógł rozmawiać o tym, co robił. Nie był pewien, czy w tym czasie spędzonym na przemieszczaniu się pomiędzy jego dwoma sekretnymi światami był naprawdę sobą, mogącym utrzymać w równowadze te dwa światy i rozumieć, że są rozłączne; a może w tym czasie był właśnie nikim, pustką przemieszcającą się pomiędzy dwoma punktami. Tylko docierając do jednego z nich przyjmie, lub zostanie mu nadany, cel, stanie się znów sobą, lub jedną ze swoich osobowości." (tłumaczenie własne, nie mam w tej chwili dostępu do polskiego wydania "Niewinnych")

Opisując świat szpiegowskiej intrygi McEwan chyba nie czuje gruntu pod nogami. Nie wie, czy ma być poważny (jak?), czy potraktować ten światek z ironią? Natomiast w opisie relacji pomiędzy Leonardem i Marią widzimy prawdziwy taletn McEwana, subtelność i głebokie zrozumienie ludzkich obaw i nadziei.

Tytuł ma znaczenie symboliczne. Po pierwsze "niewinny" (a raczej "prostoduszny", "czysty", "nieświadomy", "naiwny") jest główny bohater. Jest on podwójnym prawiczkiem: po pierwsze, do służb specjalnych trafia jakby przypadkiem, trochę z ulicy i nie ma pojęcia, o jaką stawkę toczy się gra i jakie w niej obowiązują zasady. Po drugie, nigdy w życiu nie był z żadną kobietą, dopiero przy Marii odkrywa tajemnice pożycia seksualnego i kobiecej duszy.

Niewinne są też narody. W niektórych częściach powieści to właśnie Brytyjczycy są niewinni/naiwni - w porównaniu z Niemcami, którzy doświadczyli rządów Nazistów, na któych terytoriach toczyły się walki, którzy doświadczyli/doświadczają okupacji Armii Czerwonej; i w porównaniu z Amerykanami, którzy w pełni zdają sobie sprawę z konsekwencji, jakie poszczególne działania mają w obliczu Zimnej Wojny, którzy mają doświadczenie i są profesjonalistami w działaniach szpiegowskich.

Czasami to właśnie Amerykanie są tymi niewinnymi (szczególnie w oczach Leonarda) - nie są obarczeni zachamowaniami, szczerze okazują sobie uczucia, nie wstydzą się grać w rugby czy słuchać rock'n'rolla.

Leonard i Maria to także ci niewinni. Zrobili oni coś okropnego, coś, co mogłoby zostać uznanę za zbrodnię, ale w głębi serca nie mieli takiego zamiaru. Czytelnik sam musi ocenić, czy nadal uznawać ich za niewinnych, czytając o ich postępowaniu w końcowej części książki. W każdym razie to, co zrobili, uchodzi im na sucho (przynajmniej z punktu widzenia prawa) i z tego także powodu powieść wydała mi się trochę nijaka. To "coś okropnego" powinno na zawsze naznaczyć ich życie, ale w postscriptum dowiadujemy się, że w zasadzie prowadzili dosyć spokojne, udane życie.

"The Innocent" to także książka o mieście - Berlinie. Akcja toczy się w 1955 i 1956 roku, Leonard odwiedza także Berlin w postscriptum w 1987 roku. Poznajemy miasto zniszczone, okupowane, podzielone (chciaż jeszcze bez muru). O berlińczykach nie dowiemy się wiele, McEwan skupia się raczej na tym, czym to miasto jest dla Leonarda. Kiedy bohater wyjeżdża na święta do domu do Londynu, uzmysławia sobie, jak bardzo podoba mu się Berlin - paradoksalnie to właśnie w tym okupowanym mieście czuje się wolny i czuje się mężczyzną.

Kilka razy w powieści mamy odwołania do gwałtów, jakich dopuszczali się żołnierze radzieccy na kobietach po wkroczeniu do Berlina. Ciekawe jest to, że właśnie niedawno temat stał się głośny w Niemczech z powodu filmu "Anonim. Kobieta w Berlinie" (przeczytaj o nim tutaj). Paradoksalnie, Leonard o mało nie staje się gwałcicielem właśnie przez swoją niewinność i naiwność - przez to, że nia ma pojęcia o kobiecej seksualności i uczuciach.

 

plakat The Innocent

W 1993 roku na podstawie powieści został nakręcony film. Postać Glassa (Amerykanina, przyjaciela Leonarda) zagrał Anthony Hopkins i chyba to on był gwiazdą całego filmu (chciaż w powieści to postać drugoplanowa). Nie widziałam filmu i chyba trochę bałabym się go obejrzeć. Christopher Walken w "The Comfort of Strangers" był tak przekonujący i przerażający, że musiałabym się dobrze zastanowić zanim zdecydowałabym się obejrzeć ekranizajcę powieść McEwana z jego "pierwszego okresu".

 

12:11, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 listopada 2008

"Literatura na Świecie", która od dawna dba o to, aby Polacy wiedzieli, co się dzieje na świecie, i publikuje autorów, którzy często nie są wydawani po polsku - od ponad trzydziestu lat przyznaje nagrody dla tłumaczy. Prace tłumaczy i ich dyskusje możemy podziwać na jej łamach, więc jest jak najbardziej odpowiednim organem do przyznawania tych nagród.

Laureaci 2008:

Proza - Jolanta Kozak za przekład "Spisku przeciwko Ameryce" Philipa Rotha

Nowy głos - Michał Lipszyc za przekład "Księgi niepokoju" Fernanda Pessoi i i Sebastian Musielak za przekład książki "Kobieta pułkownika" Daniela Katza

Inicjatywy wydawnicze - Universitas: seria "Estetyki świata" pod red. Krystyny Wilkoszewskiej i Homini: seria monograficznych opracowań naukowych pod red. Krzysztofa Bielawskiego

Nagroda im. Andrzeja Siemka - Marek Bieńczyk

Specjalna nagroda za całokształt - Adam Pomorski

 

Gratuluję zwycięzcom i pozdrawiam redakcję "Literatury na Świecie" :)

 

09:42, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 listopada 2008

Klienci niezależnych księgarni w Wielkiej Brytanii mają swoją nagrodę - Independent Booksellers' Book Prize. Księgarnie stworzyły listę 10 książek, a klienci/czytelnicy zagłosowali. Zwycięzca to "Notes from an Exhibition" Patricka Gale. W kategorii ksiązka dla dzieci wygrał "The SleepwalkerRoberta Muchamore.

Więcej o nagrodzie i zwycięzcach możecie przeczytać w Guardianie.

Mi osobiście ten pomysł bardzo się podoba - opinie czytelników to nie tylko lista bestsellerów (nie wiadomo, ile z kupionych książek zostaje przeczytanych, i czy się spodobały). A niezależnym księgraniom życzę powodzenia!

 

10:14, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
KinoPomoc_205x128