o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Kategorie: Wszystkie | nagrody | prasa | recenzja
RSS
piątek, 30 stycznia 2009

Roberto Bolaño jest ostatnio bardzo popularny i bardzo o nim głośno. To za sprawą dwóch jego książek przetłumaczonych na angielski w 2007 i 2008. Ostatnia z nich to  "2666", która otrzymała właśnie National Book Critics Circle Award - nagrodę krytyków amerykańskich. Nagroda została przyznana Bolaño pośmiertnie - zmarł on w 2003 roku, a ostatnia powieść, nad którą pracował 5 lat, tzn. "2666," została wydana dopiero po jego śmierci w 2004 roku.

Czytałam miesiąc temu świetny artykuł na temat  Bolaño w The New York Review of Books (Volume LV, Nr 20, 18.12.2008-14.01.2009) zatytułowany "The Triumph of Robert Bolaño". Autorka, Sarah Kerr, skupia się w nim na ostatniej książce "2666" oraz na zbiorze poezji wydanym po angielsku "The Romantic Dogs". Jest także wiele odniesień do wcześniejszej powieści Bolaño i jednej z najgłośniejszych - "The Savage Detectives" (Los detectives salvajes). Czytając ten artykuł myślałam, jaki fascynujący i fantastyczny wydaje się świat stworzony przez Bolaño. Teraz sama zaznałam prozy Roberto Bolaño, a w zasadzie jej namiastki, ponieważ przeczytałam trzy krótkie teksty jego autorstwa.

Pierwszy z nich to właśnie fragment "Dzikich detektywów" (Los detectives salvajes). Jest to powieść składająca się z różnych relacji - różnych osoób i z różnych lat. Wszystkie one pochądzą z kręgu literatów hiszpańskojęzycznych w jakiś sposób powiązanych z nurtem trzewiorealistów. Wszystkie te relacje łączą także postaci Arturo Belano i Ulisesa Limy. Wielką zaletą jest język, jakim posługuje się Bolaño - każdy z narratorów mówi w sposób soczysty, pełen literackiego żargonu, ale bliższy językowi ulicy niż eleganckich salonów. Fragment tej powieści tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że warto sięgnąć po książki Roberto Bolaño.

Kolejny tekst - "Mity z Chtulhu" wprawił mnie w konsternację. Jest to esej na temat stanu współczesnej literatury hiszpańskojęzycznej. Ponieważ nie wiele w tym temacie wiem, na samym początku wydawało mi się, że jest to poważny tekst krytyczny. Jednak już po kilku akapitach zorientowałam się, że choć nie jestem ekspertem od tej literatury, to jednak autorzy wymieniani przez Bolaño nie mogą być postaciami autentycznymi. Podeszłam więc do tekstu jako do parodii. Ale czekała mnie kolejna niespodzianka - na następnycyh stronach pojawili się bowiem prawdziwi pisarze i politycy, a opinie na ich temat stały się bardziej "poważne". Ostateczny zwrot nastąpił, gdy Bolaño przytoczył opowieść o Penelope Cruz i Matce Teresie, której absurdalność rozwiała moje wątpliwości, co do charakteru tego tekstu. Okazuje się, że mieszanie postaci autentycznych ze zmyślonymi jest cechą charakterystyczną pisarstwa Bolaño.

Ostatni tekst to artykuł na temat Jaime'go Bayly "Skąd się wziął Bayly?", którego Roberto Bolaño ceni i wyróżnia na tle innych pisarzy. Bolaño kładzie duży nacisk na sposób w jaki Bayly operuje językiem hiszpańskim i oddaje koloryt jego różnych odmian. Ja także byłam zachwycona narracją i energią Bayly'ego, z którą miałam okazję się zetknąć czytając fragment jego powieści "Noc jest dziewicą".

Wszystkie te teksty można znaleźć w Literaturze na Świecie, Nr 9-10/2004. Po polsku zostały wydane 3 książki Roberta  Bolaño: "Chilijski nokturn"(2000), "Gwiazda daleka"(1996), "Monsieur Pain"(1999). Mam nadzieję, że niedługo pojawi się także "2666".

 

Zobacz także: Roberto Bolaño "2666"

 

09:10, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 stycznia 2009

Wczoraj zmarł John Updike - amerykański pisarz, którego "Rabbit novels" / powieści z cyklu Królika przyniosły mu ogromną popoularność. Miał 76 lat, zmarł na raka płuc.

Ostatnio wydał powieść "The Widows of Eastwick", która jest kontynuacją "Czarownic z Eastwick". "Czarownice" stały sie głośne dzięki ekranizacji. W filmie zagrali: Jack Nicholson, Cher, Susan Sarandon i Michelle Pfeiffer. Natomiast najnowsza powieść nominowana była do nagrody Bad Sex in Fiction , ale nagrody nie zdobyła, za to otrzymał ją sam Updike za całokształt.

Ostatnią książką Updike'a wydaną po polsku jest "Terrorysta".

Martin Amis napisał o twórczości Johna Updike'a: "Wzniósł powieść na kolejny poziom intymności: zabrał nas poza sypialnię i aż do łazienki." Według Amisa był wielkim żydowskim pisarzem pokroju Bellowa, Rotha, Mailera i Singera.

Zachęcam do obejrzenia kolekcji zdjęć z życia Johna Updike'a na stronie Guardiana.

W Wyborczej o Updike'u pisze Wojciech Orliński.

09:00, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »

Spośród 4 książek, które zdobyły Costa Award 2008 w poszczególnych kategoriach, sędziowie wybrali jedną, ich zdaniem najlepszą. "The Secret Scripture" irlandzkiego pisarza Sebastiana Barry otrzymało tytuł Książki Roku Costa, autor dostał także nagrodę w wysokości 25.000 funtów.

08:55, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 stycznia 2009

Niedawno została w Polsce wydana książka Anne Enright, która w 2007 roku zdobyła Nagrodę Bookera - "The Gathering". Bardzo mnie to ucieszyło i zmobilizowała do sięgnięcia na swoją półkę i przeczytania powieści. W którymś z pism kobiecych książka określona została jako bardzo piękna i bardzo smutna - zgadzam się z tym w zupełności. Napisano także, że to książka o miłości - w moim odczuciu nie jest to główny temat.

Narratorką i bohaterką powieści jest zbliżająca się do 40 Veronica. To kobieta przechodząca depresję, być może nawet na granicy szaleństwa. Jej ukochany (i jednocześnie znienawidzony - tak to z rodzeństwem bywa) brat Liam popełnił właśnie samobójstwo. To sprawia, że zaczyna ona inaczej patrzeć na swoje życie, małżeństwo, rodzinę.

Polski tytuł książki to "Tajemnica rodu Hegartych" - a więc od początku czytelnik wie, że coś okropnego musi niedługo wyjść na jaw. Rzeczywiście, w połowie książki dowiadujemy się o pewnym traumatycznym wydarzeniu z dzieciństwa, o którym Veronica nigdy nikomu nie mówiła, a mogło być ono początkiem upadku Liama. Teraz dręczą ją wyrzuty sumienia i sądzi, że jedynie ujawnienie tajemnicy pomoże jej w odzyskaniu równowagi ducha.

Angielski tytuł "The Gathering" można tłumaczyć dwojako. Pierwsze tłumaczenie to "zebranie" - w tym  wypadku jest to zjazd rodzinny z okazji pogrzebu Liama. Rodzina Hegartych jest wyjątkowa, nawet jak na katolicką Irlandię, ponieważ składa się (lub składała się, bo z czasem kolejni członkowie umierają) z dwanaściorga dzieci. Veronica postrzega swoją matkę jako maszynkę do rodzenia dzieci, która nie tylko wydała na świat 12 istot, ale także poroniła siedem razy. Bohaterka za wiele rzeczy obwinia swoją rodzinę i dorastanie w zatłoczonym domu.

Drugie tłumaczenie to "zbieranie" i moim zdaniem ono najlepiej oddaje charakter powieści. Veronica po śmierci brata nie może spać po nocach i zaczyna pisać. Materiał powieści, którą czytamy, to właśnie zbieranina: wspomnień - od tych najświeższych, przez dzieciństwo, młodość, dorastanie po lata małżeństwa; przemyśleń na temat swojej rodziny; fantazji na temat życia swojej babki. Babcia Ada jest kluczową postacią, bo jej wybory i czyny, a także to czego nigdy nie zrobiła, mogły mieć decydujące znaczenie dla całego życia jej dzieci i wnuków - przynajmniej taką teorię wysnuwa Veronica. Początkowo popuszcza ona wodze wyobraźni i snuje romantyczne historie na temat swojej baki, z czasem jednak przypomina sobie coraz więcej faktów i odkrywa dokumenty, które wskazują, że rzeczywsitość była zupełnie inna.

Jeszcze jedna interpretacja, to "zbieranie się w sobie" i "zbieranie się do kupy". Po śmierci brata, Veronica zaczyna wątpić w wartość swojego życia i poddaje w wątpliwość także swoje przekonania z dzieciństwa. Nie wie już, czego pragnie i co mogłoby dać jej szczęście. Jednak, być może właśnie dzięki "zbieraninie" nocnego pisania, udaje jej się znaleźć siłę, żeby podjąć trud dalszego życia.

Pamięć i jej niezbadane ścieżki są ulubionym tematem powieściopisarzy. Anne Enright udało się znakomicie pokazać, jak często nasze wspomnienia mogą nas oszukiwać i jak trudno dotrzeć do prawdy. To właśnie w tej książce cenię, chociaż zakończenie trochę mnie rozczarowało.

 

18:58, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009

Oto lista autorów bestesellerów 2008 - została utworzona na podstawie list bestsellerów z różnych państw (m.in. Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Chin, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Stanów) przez firmę konsultingową Rüdiger Wischenbart:

 

1 Khaled Hosseini

2 Stieg Larsson

3 Ken Follett

4 Stephenie Meyer

5 Muriel Barbery

6 Carlos Ruiz Zafón

7 Anna Gavalda

8 John Grisham

9 JK Rowling

10 Henning Mankell

11 Alan Bennett

12 Jodi Picoult

13 Christopher Paolini

14 David Baldacci

15 Nicholas Sparks

16 Elizabeth George

17 Lauren Weisberger

18 Michael Connelly

19 Patricia D Cornwell

20 Paulo Coelho

12:10, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 stycznia 2009

Romantic Novel of the Year to nagroda wręczana na Wysypach od 49 lat. Właśnie ogłoszono nominacje do tegorocznej nagrody dla najlepszego romansu:

"Before the StormJudith Lennox

"East of the SunJulia Gregson

"Sophia's SecretSusanna Kearsley

"Star GazingLinda Gillard

"Thanks for the Memories" Cecelia Ahern

"The Last ConcubineLesley Downer

Jak widać, gatunek zdominowany jest przez kobiety :) Zwycięzczynię poznamy 10 lutego. Więcej o nagrodzie na stronie Stowarzyszenia Autorów Romansów (Romantic Novelists' Association )

 

 

09:27, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 stycznia 2009

Chociaż Disney snuje przygody Kubusia Puchatka na dużych i małych ekranach, przez ostatnie 90 lat nie powstała kolejna książka z przygodami sympatycznego misia. Teraz spadkobiercy A.A. Milne zaaprobowali oficjalną kontynuację przygód Kubusia Puchatka i na jesieni ukaże się książka autorstwa Davida Benedictusa  "Return to the Hundred Acre Wood ".

Mam nadzieję, że książka ukaże się także w Polsce, ale mogą być problemy z tłumaczeniem. Kiedy kilka lat temu Monika Adamczyk postanowiła odświeżyć nasze spojrzenie na "Kubusia", przetłumaczyła i wydała książkę pod tytułem "Fredzia Phi-Phi", wywołała oburzenie. Świetne tłumaczenie "Kubusia Puchatka" i "Chatki Puchatka" przez Irenę Tuwim jest kultowe i uważa się, że nic mu nie dorówna. Kto się odważy stawić czoła Tuwimowskiemu Kubusiowi i przetłumacz sequel jego przygód?

20:17, sylwiapecyna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 stycznia 2009

Jakiś czas temu pisałam, że ukazała się w Polsce "Leyla" Feriduna Zaimoğlu i że bardzo mnie to cieszy. Więc pewnie Was nie zdziwi, że od razu ją kupiłam i przeczytałam.

Zaimoğlu to niemiecki pisarz tureckiego pochodzenia, a "Leyla" jest powieścią osadzoną w Anatolii i Stambule lat 50. Leyla to najmłodsza córka, która jest także narratorką relacjonującą losy swoje i swojej rodziny. Z tyły okładki Witold Szabłowski pisze, że w "Leyli" jest patologia - ma on na myśli sposób w jaki 40-letni pisarz wszedł w umysł małej dziewczynki. Dla mnie też powieść jest przepełniona patologią - patologiczne jest wszystko, co dzieje się w opisanej rodzinie i w życiu Leyli, i to jest przerażające. Ojciec - czeczeński książe na wygnaniu - traktuje wszystkich (nie tylko żonę i dzieci, także obcych ludzi) z pogardą. W domu wszyscy się go boją, ponieważ nie znosi on sprzeciwu i bije bez litości. Mała Leyla nigdy nie nazywa go "tatą" ani nawet "ojcem" - mówi o nim "mąż mojej matki", "żywiciel rodziny". Marzy, żeby wyrwać się spod jego władzy, ale gdy wychodzi za mąż, jej nowa rodzina też jest patologiczna. Jej mąż traktuje ją okrutnie, chociaż jej nie bije, a scena aborcji jest jedną z najdrastyczniejszych w całej książce. Nie od dziś wiadomo, że szczęśliwe rodziny nie są materiałem na dobrą literaturę, ale jednak przykro mi, że czytelnicy znowu poznają Turcję od najgorszej strony.

Czytałam, że w Niemczech "Leyla" odniosła tak duży sukces ze względu na swoją egzotykę. Rzeczywiście, opisy kobiecego dnia w hamamie (łaźni tureckiej), posiadłości kurdyjskiego księcia, czy aranżowania małżeństw są dla Europejczyka egzotyczne. W ogóle stosunki damsko-męskie w powieści wydają się z naszej perspektywy dziwne. Jednak sfrustrowany i zakompleksiony mężczyzna wyżywający się na swojej rodzinie i wszystkich terroryzujący, zastraszone dzieci i kobiety, które nie potrafią w dorosłym życiu budować szczęśliwych relacji, chociaż bardzo tego pragną - to nie są obce tematy na Zachodzie.

Przez większość książki "Leyla" to Bildungsroman. Narratorką jest mała dziewczynka, która dorasta w prowincjonalnym miasteczku i staje się powoli kobietą. Jednak niektóre sceny nie są opowiadane z perspektywy Leyli, ale 3-osobowej narracji. Są to sytuacje, w których Leyla nie uczestniczyła i często o nich nawet nie wiedziała. Gdy rodzina przenosi się do Stambułu, jest takich fragmentów coraz więcej i miałam wrażenie, że ta część książki jest bardziej historią rodziny niż Lelyli - przez chwilę bowiem tracimy ją zupełnie z oczu. Jednak później odzyskuje ona swój głos i towarzyszymy jej w życiu młodej żony. Zakończenie książki pozwala mieć nadzieję, że teraz życie Leyli się odmieni i zazna ona szczęścia. Ja jednak w to nie wierzę, ponieważ jej osobowość jest już tak ukształtowana, że patologia będzie jej zawsze towarzyszyć.

Chociaż Zaimoğlu wychował się w Niemczech i tam mieszka i pracuje, udało mu sie oddać klimat tureckiego miasteczka oraz Stambułu rozdartego pomiędzy nowoczesnością i mieszczaństwem, a tradycją i zaściankowością. Jednak "Leyla" to przede wszystkim studium chorej rodziny, boleśnie prawdziwe i dlatego warte polecenia.

18:37, sylwiapecyna , recenzja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 stycznia 2009

Rozdano Nagrody Costa za 2008 rok. W kategorii biografia wygrała książka "Somewhere Towards The End", której autorka, Diana Athill, ma 91 lat!

Pozostali laureaci to:

powieść - Sebastian Barry "The Secret Scripture"

książka dla dzieci - Michelle Magorian "Just Henry"

debiut powieściowy - Sadie Jones "The Outcast"

poezja - Adam Foulds "The Broken Word"

27 stycznia dowiemy się, kto z tej piatki otrzyma głowną nagrodę i tytuł książki roku.

Nagroda nazywa się "Costa" od 2006 roku, kiedy znana sieć coffee shopów została jej sponsorem. Wcześniej nagroda znana była jako Whitbread Award - wtedy sponsorem była browarnia.

22:01, sylwiapecyna , nagrody
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 stycznia 2009

Artykuł pod tytułem "Two Paths for the Novel" Zadie Smith opublikowała w The New York Review of Books (nr 18., 20.11.2008). Jest to recenzja dwóch powieści: "Netherland" Josepha O'Neill i "Remainder" Toma McCarthy'ego. Zdaniem Smith, te dwie powieści obrazują dwie różne drogi, którymi może podążać w obecnych czasach powieść.

Pierwsza z nich to Realizm liryczny - w tym nurcie napisał swoją powieść O'Neill, a także sama Zadie Smith. Zasadniczo jest to powieść kontynuująca tradycję XIX-wiecznego Realizmu, ale świadoma eksperymentów modernizmu i postmodernizmu i przez to naznaczona niepokojem, tak jak naznaczone jest nim współczesne "ja". "Netherland" jest także długo wyczekiwaną powieścią "po 11 września", ale tylko częściowo świadomą idei, które ją wzmacniają i budują.

Natomiast "Remainder" to powieść awangardowa, w pełni siebie świadoma, grająca w grę. Zbudowana jest wokół "powtarzania", "odgrywania ponownie" sytuacji zaobserwowanych przez głównego bohatera. McCarthy należy do International Necronautical Society (INS) - pseudo-organizacji literackiej, która wydaje manifesty, co z kolei przywodzi na myśl tradycję ruchów awangardowych. Dla Smith "Remainder" to jedna z ważniejszych książek ostatnich 10 lat, ponieważ jest konstruktywną dekonstrukcją.

Zadie Smith bardzo szczegółowo analizuje obydwie powieści, podkreślając ich różne podłoże teoretyczne a także odmienną formę narracyjną. Zauważa ona jednak, że obydwaj pisarze mają podobne pochodzenie i doświadczenie, są przedstawicielami tzw. WASP (White, Anglo-saxon, Protestant) i mogą odczuwać frustrację na myśl, że "autentyzm" jest teraz domeną "innych" (ras, orientacji, klas) - nawet jesli poczucie autentyzmu jest samo w sobie fałszywe.

A co z tym wszystkim ma wspólnego nasza Wisława Szymborska? Smith na motto swojego artykułu wybrała fragment jej wiersza "Koniec i Początek":

"Ci, co wiedzieli
o co tutaj szło,
muszą ustąpić miejsca tym,
co wiedzą mało.
I mniej niż mało.
I wreszcie tyle co nic."

Pod koniec tekstu przytacza jeszcze dłuższy fragment wiersza Szymborskiej, aby pokazać wrażliwość literacką, w sposób bardziej ekstremalny reprezentowaną właśnie przez INS: "perwersyjne uznanie ograniczeń".

11:23, sylwiapecyna , prasa
Link Dodaj komentarz »
KinoPomoc_205x128