o książkach, literaturze, magazynach i nagrodach literackich
Blog > Komentarze do wpisu

Ian McEwan "Saturday"

Niedługo wybieram się do Londynu, więc żeby wczuć się w klimat miasta sięgnęłam po "Saturday" Iana McEwana. Londyn w "Saturday" jest bowiem tym, czym Dublin w "Ulyssesie".

 

Londyn

Fitzroy Square, Londyn - zdjęcie Google Street View

 

Na tym nie kończą się podobieństwa "Saturday" do dzieła Joyce'a. Bohaterem powieści jest mężczyzna w średnim wieku. Akcja obejmuje jeden dzień z jego życia. Towarzyszymy mu od 3 nad ranem do późnej nocy, pewnej soboty w lutym 2003 roku. Ten bohater to Henry Perwone, neurochirurg, który krąży po okolicach Camden Town i załatwia różne sprawunki, tak samo jak Bloom. Śledzimy jego poczynania, ale także myśli i uczucia, które mu towarzyszą.

"Saturday", tak samo jak "Ulysses", jest mocno osadzona w realiach - Londynie zamożnej klasy średniej, sytuacji politycznej (zbliżająca się wojna w Iraku, zamachy terrorystyczne), świecie zawodowym neurochirurgów. Niestety w wykonaniu McEwana poruszane, aktualne dla czytelnika tematy brzmią momentami jak rozprawki. Natomiast, gdy McEwan zaczyna pisać o miłości, zwłaszcza miłości Perwone do jego żony, tekst staje się piękny, prawdziwy i poruszający.

Dzień z życia Blooma był dosyć typowy. Spotkanie Stephena było wydarzeniem szczególnym, ale nie nadzwyczajnym. Natomiast w "Saturday" mamy do czynienia z wydarzeniem zupełnie dramatycznym i wyjątkowym - nie chcę zdradzać, żeby nie psuć przyjemności z lekturym tym, którzy książkę zamierzają przeczytać. Chodzi o zdarzenie charakterystyczne dla fabuł McEwana (chociażby "Enduring Love"), czyli zburzenie uporządkowanego świata bochatera poprzez pojawienie się w jego życiu nowej, niezrównoważonej psychicznie osoby.

"Saturday" nie jest najlepszą książką McEwana, ale to solidna lektura.

środa, 15 września 2010, sylwiapecyna

Polecane wpisy

KinoPomoc_205x128